[36] Mam lepszy pomysł na posty Diany Górznej

Diana Górzna = mój linkedinowy bliźniak?

Hmm…

Diana też nie używa AI do pisania postów.

Też pisze lekko, jakby od niechcenia (tak, wiem, że lekkie pisanie wymaga ciężkiego treningu).

Też lubi śmieszkować i ma do siebie ogromny dystans.

Z racji miejsca zamieszkania też ma wakacje przez cały rok.

Przypadek?

Tak sądzę 😉

Jak ona to robi?

Kiedy zaczniesz czytać jej posty, szybko zrozumiesz, czym kupiła swoją publiczność.

Jest w jej postach jakieś takie nadmorskie, lipcowe ciepełko połączone z nutką radości życia.

Masz wrażenie, że przypomina ci twoją krejzi ciotkę, która wpada z wizytą i opowiada tak, że ciężko się od tych historii oderwać.

Od razu łapiesz się na tym, że chyba znacie się od zawsze, choć nigdy nie spotkaliście się na żywo

W dodatku widzisz, że wie, co mówi.

Jest w jej publikacjach prawda (nawet jeśli niekiedy ma ona gorzki posmak).

Czytając jej posty, zauważasz, że ma naprawdę duże doświadczenie, że jej rady są przemyślane, a myśli starannie przetrawione.

Nic więc dziwnego, że zbudowała wokół siebie wierną społeczność, która powiększa się z każdą sekundą.

I że wykręca takie zasięgi… jakie tylko chce.

Co zatem poprawiłbym w jej postach?

CTA? Nie.

Autoreklamę, którą często wrzuca na koniec? Nie.

Styl, długość zdań, grubość akapitów? Też nie.

To może tematykę?

Zaraz się dowiesz.

Czy jej posty trafiają do mnie?

Tak, choć czasami nie nadążam za wszystkimi skrótami myślowymi.

Z racji podeszłego wieku, nie łapię wszystkich smaczków, którymi nadziewa swoje treści (podobnie jak to, że jako facet nie widzę wszystkich kolorów).

Ale to w żaden sposób nie umniejsza tego, co Diana robi każdego dnia.

Co może zrobić ktoś, kto nie musi robić nic?

Skoro więc wszystko na jej LinkedInie śmiga bez zarzutu, to czy warto w to ingerować?

Każdy inżynier powiedziałby, że jeśli coś działa, to pod żadnym pozorem nie należy tego poprawiać.

Problem polega jednak na tym, że media społecznościowe to świat rządzący się dość specyficznymi zasadami.

Tutaj nic nie trwa wiecznie, a sława rzadko kiedy ciągnie się przez całe 5 minut.

Tutaj trzeba nieustannie stymulować odbiorców i bez wytchnienia szukać sposobów na łowienie nowych.

Dlaczego?

Bo w tej internetowej sieci oczka są tak duże, że złowione rybki bez trudu potrafią się z niej wydostać.

Z sieci linkedinowych kontaktów tym bardziej.

Czas na eksperymenty

Gdybym miał przyrównać jej posty do jakiegoś filmowego gatunku, powiedziałbym, że częściej są to komedie niż dramaty.

Dlatego gdybym był Dianą Górzną, publikowałbym od czasu do czasu coś głębokiego, poważnego, mocno refleksyjnego

Sam tak czasem robię. Choć uwielbiam śmieszkować, to czasem uderzam w zupełnie odmienne tony.

Dzięki temu przyciągam ludzi spragnionych zupełnie innych treści.

Komediodramat, czyli przepis na sukces

Jestem zdania, że właśnie takie połączenie treści (całkiem lekkich z zupełnie poważnymi), buduje nową jakość profilu.

Co więcej, jestem święcie przekonany, że Diana świetnie poradziłaby sobie w tej nowej roli.

Skąd to wiem?

Wystarczy spojrzeć na aktorów stricte komediowych, którzy od czasu do czasu byli obsadzani w filmach zupełnie do nich „nie pasujących”.

Okazywało się wówczas, że choć błyszczą w komediach, to dopiero te poważne odsłony pokazują w pełni ich gigantyczny potencjał.

Jim Carrey w Truman Show czy Steve Carell w Foxcatcher to pierwsze z brzegu przykłady, które potwierdzają tę tezę.

To nie wszystko.

Komedia i dramat są jak glutaminian sodu w potrawie.

Komedia podkręca dramat poważnej fabuły, a dramat nadaje komedii głębokiego wymiaru.

Komedia i dramat to dwa płuca.

Razem dostarczają postom pełnej dawki tlenu, a odbiorcom fundują pełną gamę emocji.

Dobra, żartowałem

Diana Górzna publikuje również poważne treści.

Babka jest kompletna 😉

Niespodzianka dla Diany

Na koniec mam dla bohaterki tego artykułu mały prezent.

Co sprawi radość osobie, która wykręca takie zasięgi, jakie tylko chce?

Darmowa konsultacja dotycząca… czego tylko chce 🙂

I prezent dla Ciebie, drogi czytelniku

Chcesz, żebym rzucił fachowym okiem na treści, które publikujesz?

Kliknij tutaj (bez żadnych zobowiązań)

A jeśli marzy Ci się epicki biuletyn na Linkedin,

zobacz koniecznie tutaj (najlepiej przed 30. kwietnia)

Skoro tu jesteś, zobacz pomysły na:

1. posty Marcina Malca

2. posty Luizy Szymanek

3. posty Karola Bączkowskiego

4. koncepcję i nazwę portalu randkowego

5. posty i działalność Weroniki Maś

6. posty Pawła Jaczewskiego

7. biuletyn Michała Kanarkiewicza

8. reklamę twojej szkoły

9. błyskotliwą nazwę dla twojej domeny

10. newsletter Marka Jankowskiego (Mała Wielka Firma)

11. newsletter portalu Krzysztofa Stanowskiego

12. posty Macieja Kaweckiego

13. linkedinowe posty dla CEO

14. posty FB dla firmy produkcyjnej

15. newsletter Jakuba Mrugalskiego

16. stronę firmy Casbeg