Luiza Szymanek to naturalny talent.
Samorodek złota na linkedinowej pustyni suchych postów.
Jak sama pisze, jest pierwszym shitposterem tego serwisu, a pod jej tekstami na czytelników czeka codzienna porcja nowych awantur.
Swoimi słowami Luiza uderza między oczy, choć nie boi się także od czasu do czasu walnąć poniżej pasa.
Raz po raz wędruje na krańce internetu, żeby znaleźć tam perełki toksycznego absurdu.
Nic więc dziwnego, że przyciąga tłumy.
Ale to tylko fasada
Bo za tymi wszystkimi prześmiewczymi tekstami kryje się człowiek wyjątkowo brutalnie poturbowany przez życie.
Kobieta, która w krótkim odstępie czasu straciła ojca i dziecko.
Dlatego co jakiś czas dzieli się ze swoimi czytelnikami historiami, których ciężarem można byłoby obdzielić co najmniej kilka osób.
Co można poprawić w jej tekstach?
Powiem wprost: nic.
W jej obecnych tekstach nie ma niczego, co warto byłoby zmieniać.
Jestem jednak 100-procentowo pewny, że można byłoby pójść w zupełnie nowym kierunku. Można byłoby powoli zacząć testować nową kategorię postów.
Innych niż wszystko, co Luiza napisała do tej pory.
Ale zanim zdradzę, co mam na myśli, opowiem wam trzy krótkie historie.
Projekt Hail Mary
Wczoraj moje dzieci wyciągnęły mnie do kina.
Nie bardzo chciało mi się iść, bo i pora późna, i film długi. Kiedy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że brakuje jednej osoby, żeby seans doszedł do skutku.
Ale nikt nie przyszedł. Postanowiłem więc kupić dodatkowy bilet.
Oglądam film i nagle do głowy przychodzi mi taka myśl: wiem, dla kogo kupiłem ten bilet!
Dla dziecka, które straciliśmy z żoną 20 lat temu.
Ta myśl sprawiła, że oczy mi się zaszkliły. Znowu, choć minęło tyle lat.
I choć wyda się to dziwne, przez resztę seansu czułem jego obecność. Zastanawiałem się nawet, czy film mu się podoba.
🙂
Dlaczego o tym piszę?
Żeby powiedzieć, że dziury w sercu, jaka powstaje po śmierci dziecka, nie da się załatać. Zawsze będzie obecna i zawsze będzie o sobie przypominać.
Najczęściej: w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Na przykład w kinie.
Jeśli więc zastanawiacie się, skąd u mnie na profilu tyle heheszków i dlaczego tak często uciekam w humor, to już znacie odpowiedź.
Humor leczy te rany, na które czas nie ma czasu.
Babcia, która przeszła piekło
Moja babcia miała 19 lat, kiedy wybuchła druga wojna. Była wtedy w ciąży z bliźniaczkami.
Parę lat później jej męża wywieziono na roboty do Rzeszy. Została sama.
Na szczęście dziadek jakimś cudem wrócił do Polski. Szedł pieszo do Polski, z połową bochenka chleba (często o tym opowiadał).
Wojna prawie się skończyła, kiedy któregoś dnia Niemcy złapali dziadka na jednej z krakowskich ulic. Kazali mu stanąć pod murem razem z kilkunastoma innymi ludźmi.
Egzekucja miała się rozpocząć, gdy w ostatniej chwili dowódca ją wstrzymał. Wskazał na dziadka i kazał mu kopać dół.
Dół na ciała tych, którzy chwilę później zostali rozstrzelani.
Dziadek i babcia,
choć przeżyli swoje, przez resztę swoich dni byli niesamowicie pogodnymi ludźmi. Ale nie to było w nich najbardziej niezwykłe.
Ich słowa takie jak „nie martw się”, „będzie dobrze” miały zupełnie inną wagę, niż gdyby padły z ust kogoś innego.
Kiedy pocieszali kogoś, kiedy dawali mu słowem nadzieję, to było wiadomo, że te ich słowa są 100-procentowo prawdziwe, bo jest w nich życiowa mądrość.
W sumie to logiczne.
Komu bardziej uwierzymy w to, że nasze życie się ułoży? Komuś, kto przeszedł piekło? Czy komuś, komu w życiu włos z głowy nie spadł?
Narodziny i śmierć
Babcia była niezwykłą osobą, ale najbardziej do myślenia dała mi jej śmierć.
Zmarła, kiedy urodził się mój syn. Tego samego dnia, o tej samej godzinie i dokładnie o tej samej minucie.
To było piorunujące doświadczenie. W tym samym momencie odczułem wielką radość i wielki smutek.
Pamiętam, że pomyślałem wtedy, że przekazując w ten sposób pałeczkę w sztafecie pokoleń, babcia chce dać mi nadzieję.
Chce powiedzieć mi, żebym się nie martwił, bo wszystko będzie dobrze.
Wracając do Projektu Hail Mary
Czytałem ostatnio, że w Hollywood rodzi się nowy nurt.
Rodzi się między innymi za sprawą takich filmów jak ten, o którym wspomniałem wcześniej.
Okazuje się, że najmłodsze pokolenie ma dość ironii, cynizmu, nihilizmu, zgorzknienia i mrocznych klimatów.
Najmłodsze pokolenie naprawdę ma przerąbane (pandemia, wojny, brak pracy, brak perspektyw), dlatego rozpaczliwie szuka nadziei na to, że wszystko będzie dobrze.
Szuka historii, które podnoszą na duchu. Szuka filmów, po których wychodzi się uskrzydlonym, a nie zdołowanym.
Bo młodzi ludzie mają wokół siebie wystarczająco dużo czerni we wszystkich możliwych odcieniach. Naprawdę nie potrzebują jej więcej.
Jaki więc mam pomysł na posty Luizy Szymanek?
Taki, by spróbowała, kiedy już będzie na to gotowa, robić to, co Andy Weir, autor Projektu Hail Mery, swoją książką.
Dawać nadzieję (zwłaszcza młodym).
W jej ustach słowa „wszystko będzie dobrze” będą brzmieć milion razy bardziej autentycznie niż w postach całej masy innych linkedinowych twórców.
Wiem, że to nie jest jeszcze właściwy czas.
Ale wiem też, że ten czas w końcu nadejdzie.
I że Luiza zrobi swoimi słowami o wiele więcej dobrego, niż twórcy Projektu Hail Mary swoim filmem.
A to naprawdę wysoko zawieszona poprzeczka.
Skoro tu jesteś, zobacz pomysły na:
1. biuletyn Michała Kanarkiewicza
2. newsletter Marka Jankowskiego (Mała Wielka Firma)
3. newsletter portalu Krzysztofa Stanowskiego
5. nieszablonową reklamę twojej szkoły
6. błyskotliwą nazwę dla twojej domeny
8. posty FB dla firmy produkcyjnej