[26] Mam lepszy pomysł na biuletyn Michała Kanarkiewicza

Zabawna ironia losu

W drugiej połowie lat 80. chodziłem do małej wiejskiej szkoły na południu Polski.

Nie było w niej sali gimnastycznej.

Dlatego na lekcjach WF-u graliśmy albo w ping-ponga, albo w szachy.

Wstyd przyznać, ale byłem najgorszym szachistą w całej szkole. Pewnie dlatego, że kiedy nauczyciel omawiał zasady tej gry, byłem chory.

Zawaliłem początek, więc potem było tylko gorzej.

Przegrywałem z każdym, kto miał ręce i nogi.

A ironia losu?

Za chwilę będę pouczał kogoś, kto wygrałby ze mną partię, zanim zdążyłbym rozłożyć szachownicę na stole.

3 pomysły na biuletyn Michała Kanarkiewicza

Michał Kanarkiewicz to szachista i ekspert od strategicznego myślenia.

Lista firm, z którymi współpracował, robi potężne wrażenie.

Przejrzałem kilka wydań jego linkedinowego biuletynu.

Wszystkie dotyczą strategicznego myślenia w biznesie.

Są bardzo ciekawe, ale… mogłyby być jeszcze lepsze.

Czytając je, wpadły mi do głowy 3 pomysły.

Pomysł nr 1: firmy jako figury szachowe

Pierwszy pomysł był najbardziej oczywisty.

Informacje w biuletynie mogłyby być adresowane do różnych typów odbiorców.

Do typów opisanych tak, jak na szachistę przystało:

1) do małych firm, które dziś są jak szachowe piony, ale celują w bycie hetmanami

2) do firm, które jak hetman strzelają we wszystkich kierunkach, próbując trafić w dziesiątkę

3) do firm, które robią coś wyjątkowo cennego i lukratywnego, dlatego każdy chce je zniszczyć (jak szachowego króla)

i tak dalej.

Pokazałbym, jak jedną strategię lub jeden pomysł biznesowy można dopasować do każdej z wymienionych firm.

Pomysł nr 2: plan A, B i C

Na grafice profilowej Michała Kanarkiewicza umieszczone jest ciekawe hasło:

myśl na trzy ruchy do przodu.

W szachach takie hasło ma sens, ale w biznesie… nie do końca.

W szachach widzimy przed sobą całe pole walki. Mamy doskonały przegląd sytuacji.

Natomiast prowadzenie biznesu w Polsce przypomina grę, w której szachownicę spowija gruba warstwa mgły.

Stojąc na niej, widzisz co najwyżej sąsiednie pole, ale nie wiesz do końca, kto na nim się znajduje i jakie ma zamiary.

Dlatego w biuletynie pisałbym o konkretnych strategiach, ale zamiast trzech ruchów do przodu, użyłbym nieco innej metafory:

planu A, B i C.

Przykład:

Kiedy nasi piłkarze jadą na dużą imprezę, na przykład na mundial, rozgrywają 3 mecze grupowe.

Plan A jest prosty: musimy wygrać mecz otwarcia.

Kiedy go przegrywamy, wdrażamy plan B: musimy teraz wygrać mecz o wszystko.

Na koniec, po dwóch przegranych odpalamy plan C: spróbujmy przynajmniej wygrać mecz o honor.

Podsumowując, trzy ruchy do przodu w naszych rodzimych realiach są planem A, B i C.

I właśnie tak opisywałbym strategie dla różnych firm, gdybym był Michałem Kanarkiewiczem:

pomysł + plan A, plan B i plan C

Pomysł nr 3: gambit królowej

Najbardziej realnym do wprowadzenia jest jednak ostatni z moich pomysłów na ten biuletyn.

W tym przypadku zainspirował mnie gambit hetmański.

To szachowa sytuacja, w której celowo poświęcamy coś cennego, żeby w dłuższej perspektywie zyskać jeszcze więcej.

Idea jest prosta.

W biuletynie na LinkedIn opisywałbym pomysły na rozwój (strategię) różnych firm.

Co ważne, za każdym razem dodawałbym tam jedną kluczową informację:

co trzeba poświęcić, żeby w tym przypadku odnieść sukces.

Takie podejście dałoby ogromną przewagę temu biuletynowi.

Dlaczego?

Bo zwykle, namawiając kogoś do czegoś, opowiadamy o korzyściach.

Malujemy przed odbiorcami epickie panoramy.

Kusimy go mirażami bogactwa.

Paradoksalnie jednak tym, co ma szansę przekonać nas do jakiegoś pomysłu, jest wyszczególnienie kosztów.

Szczere pokazanie tej mniej przyjemnej strony.

Przykład:

Jeśli ci powiem, że prowadząc bloga, zdobędziesz klientów, to ta informacja nie zrobi na tobie większego wrażenia.

Ale jeśli powiem, że:

– poświęcając 25 minut co rano,

– przez 4 dni w tygodniu,

– po miesiącu zdobędziesz pierwszego klienta,

to momentalnie zyskam twoją uwagę.

Często nie rozpoczynamy jakiejś działalności tylko dlatego, że nie wiemy, ile konkretnie będzie to nas kosztować.

Znając cenę, możemy szybko skalkulować, czy nam się to opłaca.

Podsumowując, hasłem biuletynu mogłoby być:

pokaż, ile mnie to będzie kosztować.

Finał

Wracając do pomysłu nr 1:

Moja firma jest jak pion na szachownicy.

Na razie jest maleńka, nikt się z nią nie liczy.

Na horyzoncie widzę ostatni rząd. Jeśli po drodze nie zginę, to dojdę tam i stanę się hetmanem.

Fajnie byłoby czytać w biuletynie o tym, jak pokonać wszystkie rzędy, nie dając się zabić.

Wracając do pomysłu nr 2:

Mój plan A to pisanie tego bloga i działanie na LinkedIn.

Planu B i C na razie nie zdradzam.

Ale mam je przygotowane.

Fajnie byłoby czytać w biuletynie, jakie plany A, B i C mogą mieć firmy, które dziś noszą w swoim plecaku buławę marszałkowską.

Wracając do pomysłu nr 3:

Poświęciłem 90 minut na napisanie tego tekstu.

Plus rozmyślałem o nim przez 3 ostatnie dni.

Taki był koszt.

Fajnie byłoby przeczytać w biuletynie, co można zyskać, dzięki akcjom takim jak ta 🙂

Skoro tu jesteś, zobacz pomysły na:

0. posty Pawła Jaczewskiego

1. newsletter Marka Jankowskiego (Mała Wielka Firma)

2. newsletter portalu Krzysztofa Stanowskiego

3. posty Macieja Kaweckiego

4. nieszablonową reklamę twojej szkoły

5. błyskotliwą nazwę dla twojej domeny

6. linkedinowe posty dla CEO

7. posty FB dla firmy produkcyjnej

8. newsletter Jakuba Mrugalskiego

9. stronę firmy Casbeg

Za darmo to uczciwa cena

Chcesz, żebym rzucił fachowym okiem na treści, które publikujesz?

➡️ Zapisz się na newsletter.

W nagrodę dostaniesz darmową konsultację (drogą mailową).

Bez żadnych zobowiązań.

Potrzebujesz contentowego wsparcia?

Jestem copywriterem i storytellerem.

➡️ Zobacz, komu pomogłem w ostatnich 14 latach

➡️ Napisz do mnie