Ale najpierw paradoks:
Chcesz pisać lepsze posty na LinkedIn? Zignoruj swoich fanów.
Wiem, że zabrzmi to kontrowersyjnie, ale największą przeszkodą na drodze twojego postępu są… twoi fani.
Dlaczego?
Ponieważ (prawie nigdy) nie usłyszysz od nich konstruktywnej krytyki.
Cokolwiek zrobisz, będą cię chwalić.
Cokolwiek napiszesz, będą zachwyceni.
Dopuszczając do siebie tylko ich głosy, w dłuższej perspektywie skazujesz się na porażkę.
A przynajmniej na stagnację.
Jeśli chcesz regularnie piąć się w górę, sprawdzaj od czasu do czasu, co piszą o tobie osoby nastawione do ciebie co najwyżej neutralnie.
A najlepiej: niechętnie lub wręcz wrogo.
Posty Macieja Kaweckiego: co można zrobić lepiej?
Właśnie dlatego, szukając pomysłu na ulepszenie treści publikowanych przez Macieja Kaweckiego, zajrzałem do miejsc, w których przesiadują jego antyfani.
Maciej Kawecki bez dwóch zdań robi świetną robotę, pokazując potencjał drzemiący w Polakach.
Jego popularyzowanie nauki, zwłaszcza polskiej, zasługuje na oklaski.
Dzięki niemu dowiedziałem się, jak wiele talentów rodzi nasz kraj (i jak wiele z nich musi go opuszczać).
W mediach, które celebrują wieczne narzekanie, takie pozytywne, motywujące do działania treści są jak potężny zastrzyk świeżego powietrza.
Ale wróćmy do rzeczy.
Problem z przymiotnikami
Najbardziej krytykowane przez antyfanów Macieja Kaweckiego są… przymiotniki.
Szczególnie te w stopniu najwyższym.
Być może ich nadużywanie to tylko taka konwencja.
Być może to działanie, które ma zwiększyć zasięgi i sprawić, żeby w głowach odbiorców zapisała się jedna informacja:
Największe i najlepsze rzeczy w nauce = Maciej Kawecki.
Być może bez tego nie zdobyłby tylu obserwatorów.
A może ma po prostu taki styl wypowiadania się.
Tego nie wiem.
Problem polega jednak na tym, że właśnie te przymiotniki są tym, co najbardziej irytuje przeciwników autora.
Nadmiar rodzynek w cieście
W wielu postach pojawiają się najwybitniejsi twórcy, najzdolniejsi studenci, najbardziej przełomowe odkrycia itd.
Czy to coś złego?
Absolutnie nie.
W świecie pełnym bylejakości trzeba uparcie wskazywać na rzeczy, które wykraczają poza skalę, do których warto dążyć i aspirować.
Żeby zapalać innych, samemu trzeba przynajmniej choć trochę płonąć.
Poza tym, dziś algorytmy LinkedIna coraz bardziej premiują mocne początki postów.
Zmuszają więc autorów do wytaczania najpotężniejszych dział w już w pierwszym zdaniu.
Takie przymiotniki w stopniu najwyższym aż się proszą, żeby ich użyć do przykucia naszej uwagi, żeby użyć ich jako emocjonalnej podpałki.
Jest tylko jedno ale…
Ich nagromadzenie może być przeciwskuteczne.
Ich nadmiar sprawia, że czytelnicy zbyt szybko się do nich przyzwyczajają.
Stają się obojętni na codziennie serwowaną niezwykłość.
Ich regularne pojawianie się w kolejnych postach to wystawianie się hejterom na strzał.
Na szczęście da się zapalać innych, unikając pułapek zastawionych przez ludzi nam niechętnych 🙂
Jak to naprawić?
Wyobraź sobie, że poznałeś piękną kobietę.
Od razu chwalisz się rodzicom, mówiąc im, że to absolutne arcydzieło kobiecej urody.
Rodzice nie wierzą ci jednak na słowo.
Chcą twardych dowodów.
Mówią: „pokaż nam zdjęcie, sami ocenimy”.
Pozwól ludziom dojść do wniosku
I teraz lekcja dla ciebie, drogi czytelniku.
O wiele większe wrażenie osiągniesz, jeśli pozwolisz odbiorcy (czytelnikowi, słuchaczowi, widzowi) samodzielnie dojść do właściwych wniosków.
Nie musisz pisać, że to
największe odkrycie w dziejach medycyny.
Zamiast tego pokaż wyboistą drogę, jaką musieli przebyć naukowcy, żeby otrzymać dany rezultat.
Pokaż zwłaszcza ich porażki, niepowodzenia i błędne decyzje.
Zaprezentuj konkretne, łatwe do wyobrażenia efekty tego odkrycia.
Na przykład opisz dramatyczne losy jakiegoś pacjenta, który dzięki temu osiągnięciu pierwszy raz w życiu wyszedł na prostą.
Zrób to tak, żeby na koniec odbiorca wstał i zawołał na głos:
A niech to! To największe odkrycie ever!
Przykład:
Wyobraź sobie, że naukowcy stworzyli multikolorycynę.
To fikcyjny, wymyślony przeze mnie lek, który sprawia, że ludzie widzący do tej pory świat w czarno-białych barwach zaczynają cieszyć się jego wszystkimi kolorami.
Jak napisałbym post o tym odkryciu?
Oto jedna z wielu możliwości.
Stworzyłbym historię osoby, która przez lata nie widziała innych kolorów niż czerń i biel.
Jak?
Użyłbym tylko trzech przykładów ilustrujących problemy, z jakimi ta osoba musiała się borykać.
Ważne: każdy kolejny przykład byłby bardziej emocjonalny.
Potem przerwałbym nagle historię pacjenta, ale zapowiedział, że najlepsze będzie na końcu.
Następnie opisałbym pokrótce losy badań nad tą recepturą.
Na koniec wstawiłbym pierwszą reakcję tej osoby na podanie leku.
To właśnie ta mocna puenta sprawiłaby, że w głowie czytelnika zrodziłaby się myśl:
Co za odkrycie! 🙂
Podsumowując…
Gdybym był Maciejem Kaweckim, zrobiłbym dwie rzeczy.
Położyłbym jeszcze większy nacisk na zilustrowanie danego odkrycia za pomocą świetnie opowiedzianej historii.
Owszem, one już teraz są w ten sposób opisywane, ale jestem zdania, że nie trzeba wiele, żeby stały się jeszcze lepsze.
I druga rzecz: zarezerwowałbym najmocniejsze przymiotniki na rzeczy naprawdę wyjątkowe.
Prezent dla Ciebie 🙂
Zapisz się na newsletter.
🎁 W nagrodę dostaniesz darmową konsultację dotyczącą contentu, który obecnie publikujesz.
Bez żadnych zobowiązań.
Zapisując się, wyrażasz zgodę na otrzymywanie materiałów związanych ze stroną MamLepszyPomysl.pl
Zobacz lepsze pomysły na:
1. newsletter Małej Wielkiej Firmy
5. posty FB dla firmy produkcyjnej
Szukasz człowieka do tworzenia contentu dla swojej firmy?
Jestem copywriterem z 14-letnim stażem.
Zobacz, co mogę dla Ciebie zrobić
Napisz do mnie: