[45] Mam lepszy pomysł na skecze Szymona Szczęśniaka (HRejterów)

HRejterzy to prawdziwy fenomen

Obserwuję ich od dawna.

Oglądam, podziwiam i… notuję.

Uczę się od nich mnóstwa rzeczy.

Tym artykułem spłacam dług.

Chcę pomóc im tworzyć jeszcze lepsze skecze.

Co warto poprawić w skeczach HRejterów?

Drobiazg, z którym wielu użytkowników LinkedIna (i nie tylko) ma problem.

Dlatego przeczytaj ten tekst do końca.

Nie pożałujesz.

Dlaczego porywam się na kultowy kanał YT?

Po pierwsze, jestem już stary. Niewiele ryzykuję. Nie mam nic do stracenia.

Po drugie, coś tam wiem o pisaniu.

Jestem copywriterem, scenarzystą i storytellerem, który poświęcił 43 tysiące godzin na szlifowanie pisarskiego warsztatu.

W tym momencie bohater skeczu HRejterów dodałby:

A efektów jak nie było, tak nie ma i nie będzie.

Co odróżnia teksty (i skecze) bardzo dobre od świetnych?

Zwykle niewiele.

Świetny tekst naprawdę nie musi być napakowany tonami spektakularnych fraz.

Upychanie kolanem słów świadczących o erudycji i innych skłonnościach autora, jest znakiem rozpoznawczym osób początkujących.

Świetny tekst ma w sobie tylko to, co bezwzględnie konieczne.

Nie dociąga wszystkich myśli do samego końca.

Nie boi się niedopowiedzeń i urwanych zdań.

Liczy na inteligencję odbiorcy.

Zamiast tego pozwala mu zrobić to, co IKEA robi klientom: samodzielnie poskładać puzzle w całość.

Zaraz pokażę Ci to na konkretnych przykładach.

„Tester oprogramowania w sklepie”

Akcja pierwszej z moich ulubionych produkcji HRejterów rozgrywa się w sklepie spożywczym.

[Dźwięk dzwonka przy drzwiach, uderzenie drzwiami]

– (Tester): Dzień dobry.
– (Sprzedawca): Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
– Chleb jest?
– Jest. Podać?
– Ostatni. Nie chce pan?
– A czy jest 9999 chlebów?
– Ile? Nie.
– A mogę zamówić?
– No, ale to nie u nas. Musi pan, nie wiem, do piekarni pojechać i tam dogadać z nimi.
– Aaa czyyy… jest… chomik dżungarski?
– Co jest?
– Chomik dżungarski.
– To jest sklep spożywczy, co pan? Nie ma!
– A jest na przykład… wzwdsdnsdnfslfabzah?
– Naćpał się pan?
– wzbwzbwbzwbzwbhb
– Kurde idź pan stąd! Co mi tu będzie borutę robił.
– Średnik… średnik…
– Wyjdź! Powiedziałem, wyjdź!
– Drop database, drop database…
– Wyp…aj stąd!
– Dobra, dobra…
– Wracam jutro na testy penetracyjne.

Co w tym skeczu jest najlepsze?

Absolutnie genialny punkt wyjścia.

Nikt dotąd nie zrobił skeczu o testerze w sklepie spożywczym.

Wrzucenie bohatera do „nie swojej bajki” to sposób, który zawsze działa.

Co poprawiłbym w tym skeczu?

– A mogę zamówić?
– No, ale to nie u nas. Musi pan, nie wiem, do piekarni pojechać i tam dogadać z nimi.

Lepiej:

– A mogę zamówić?
– Do piekarni trzeba pojechać.

Widz domyśli się, że w tej piekarni trzeba będzie znaleźć jakiegoś kierownika, pogadać z nim itd.

I drugi fragment:

– Aaa czyyy… jest… chomik dżungarski?
– Co jest?
– Chomik dżungarski.
– To jest sklep spożywczy, co pan? Nie ma!

Lepiej:

– Aaa czyyy… jest… chomik dżungarski?
– Cooo?
– Chomik dżungarski.
– (twarz sprzedawcy wygląda jak ekran z zawieszonym Windowsem)

Po prostu usunąłbym słowa sprzedawcy, a zamiast nich kazałbym mu zagrać zdziwienie.

„Dlaczego kawa w biurze jest za darmo”

Drugi z moich ulubionych skeczy rozgrywa się w biurze, przy automacie z kawą.

– Będziesz miał ten projekt dzisiaj skończony?
– No tak. No właśnie dzisiaj chciałem. Robię sobie tylko mocną i będę cisnął. Chcesz też?
– No co ty? Nie piję tego gówna.
– No jak, no? Kawa dobra jest. Antyoksydanty ma, no ma też…
– Kawa może tak.
– No a to co? Nie kawa? Przecież widać ziarna.
– Przecież to ozdoba jest.
– No co ozdoba? Słychać, mieli się. Brązowe leci.
– Człowieku, obudź się. Przecież to jest empetrójka.
– No jak empetrójka?
– No normalnie, no zamiast młynka masz głośnik i dźwięk mielenia puszczony.
– No a to brązowe, co leci, to co?
– Pakuły. Popiół. Paznokcie. A co ty myślałeś, że darmowa kawa w biurze to ta słynna wysrana przez łaskuna muzanga?
– Przez kogo?
– Człowieku ile ty lat tu pracujesz?
– No p… piętnaście.
– Ile?
– Piętnaście.
– I przez cały czas pijesz to gówno?
– No jak, no. Wszyscy to piją.
– Nikt tego nie pije. Przecież to jest automat „na pokaz”, dla juniorów, żeby sobie raz kakao wypili, bo potem i tak przynoszą z domu jakieś ekologiczne yerba mate i piją przez metalową słomkę z durszlakiem, bo modne.
– Faktycznie, no. Trochę śmierdzi gównem.
– Widzisz… Jak za darmo, to sobie wmówiłeś, że nawet gówno ci smakuje jak kawa.
– Czekaj, jak „za darmo”? Przecież tu się 5zł wrzuca. Albo żeton. W sekretariacie są żetony.
– Nie mów, że przez 15 lat płaciłeś za to 5zł. Dobre!
– Kur**! Miałbym za to nową Multiplę.

Co w tym skeczu jest najlepsze?

Dwa punkty zwrotne.

Pierwszy, gdy bohater dowiaduje się, że tak naprawdę nie pije kawy.

Drugi, gdy dochodzi do niego, że tylko on za to płacił.

Co poprawiłbym w tym skeczu?

– Człowieku, obudź się. Przecież to jest empetrójka.
– No jak empetrójka?
– No normalnie, no zamiast młynka masz głośnik i dźwięk mielenia puszczony.
– No a to brązowe, co leci, to co?
– Pakuły. Popiół. Paznokcie. A co ty myślałeś, że darmowa kawa w biurze to ta słynna wysrana przez łaskuna muzanga?
– Przez kogo?

Lepiej:

– Człowieku, to empetrójka.
– Jak..?
– Zamiast młynka… głośnik… dźwięk mielenia…
– A to brązowe, co leci, to co?
– Pakuły. Popiół. Paznokcie.

Usunąłbym niepotrzebne słowa, żeby odbiorca sam dopowiedział sobie resztę.

Przerwałbym ostatnią kwestię po słowie „paznokcie”, żeby miała czas w pełni wybrzmieć.

Usunąłbym również wątek „łaskuna muzanga”, żeby nie rozcieńczać tej kaw… puenty.

Na koniec skecz idealny

Zagrało w nim wszystko.

Świetne jest zróżnicowanie języka postaci.

Urzędniczka za dużo, petent za mało.

A puenta trafia w sam środek środka tarczy.

– Dzień dobry. Ja chciałem zapytać, jak tam sytuacja z moim wnioskiem o dofinansowanie. Czy doszedł i czy przeszedł?
– A składał pan osobiście?
– Nie. Ja elektronicznie składałem.
– Proszę pana, wszystkie wnioski złożone elektronicznie zostały odrzucone.
– Ale w telewizji mówili, że 3 przeszły. To może jeden z nich to mój?
– Wątpię. Co wpisał pan w komórce nr 16, gdzie było napisane: „nie wypełniaj tej komórki jeśli nie jesteś przedsiębiorcą”?
– Wypełniłem. Wpisałem nazwę firmy.
– Swojej?
– Tak.
– A czy nie jest pan osobą nieprowadzącą pozarolniczej działalności gospodarczej, a jednocześnie nie zgłosił pan, że nie przekroczył pan trzykrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia jednocześnie nie pobierając świadczeń przedemerytalnych z powodu osiągania przychodu przekraczającego 70% przeciętnego wynagrodzenia?
– Nie.
– Proszę odpowiedzieć: A – nie jestem lub C – nie osiągnąłem.
– A nie ma B?
– Nie wiem.
– To C.
– A jaką metodę dzielenia wielomianów zastosował pan na ostatniej stronie wniosku?
– Hornera.
– I jaka wyszła liczba zerująca dwumian?
– No, mi wyszło: 1.
– Pan Zbigniew z Grudziądza?
– Tak. To ja.
– Niestety… pana wniosek został odrzucony, ponieważ składał go pan z komputera typu Macintosh, a to znaczy, że ma pan bardzo dużo pieniędzy.
– Ale to ja przez kolegi komputer robiłem.
– Był pan u kolegi w czasie kwarantanny?

Co w tym skeczu jest najlepsze?

1) Idealnie uchwycony sposób wypowiadania się petenta.

– Dzień dobry. Ja chciałem zapytać, jak tam sytuacja z moim wnioskiem o dofinansowanie. Czy doszedł i czy przeszedł?

„Ja chciałem zapytać”. Trzy słowa, a od razu wiadomo, jak bardzo schylony jest petent.

2) Język rodem ze strony ZUS-u.

– A czy nie jest pan osobą nieprowadzącą pozarolniczej działalności gospodarczej, a jednocześnie nie zgłosił pan, że nie przekroczył pan trzykrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia jednocześnie nie pobierając świadczeń przedemerytalnych z powodu osiągania przychodu przekraczającego 70% przeciętnego wynagrodzenia?

3) Puenta, która jest zaskakująca i zakończona we właściwym momencie.

Bez zbędnych dopowiedzeń.

Krótka piłka.

Prosto w szczepionkę:

– Był pan u kolegi w czasie kwarantanny?

Niespodzianka dla Szymona Szczęśniaka

Mam dla bohatera tego artykułu mały prezent: darmową konsultację dotyczącą publikowanego przez niego contentu.

Na przykład scenariusza kolejnego filmiku.

I prezent dla Ciebie, drogi czytelniku

Chcesz, żebym rzucił fachowym okiem na treści, które publikujesz?

Kliknij tutaj (bez żadnych zobowiązań)


Chcesz radykalnie poprawić jakość postów (albo biuletynów) na LinkedIn?

Przetestuj za darmo moją nową usługę.

Jestem copywriterem z ponad 14-letnim stażem.

Kliknij tutaj (bez żadnych zobowiązań)