Ale zanim przejdę do rzeczy…
Czytam całe tony postów na LinkedIn.
I zauważyłem, że sporo z nich jest „prawie” dobrych.
„Prawie”, bo czasem wystarczy naprawdę niewiele, żeby z tekstu o długości 3000 znaków (tyle wynosi limit na LinkedIn) zrobić coś naprawdę wyjątkowego.
Jest też całkiem sporo postów pisanych przez AI, których… nie da się czytać.
Owszem, są językowo poprawne, ale brak w nich życia i emocji.
Brak tego ludzkiego pierwiastka, który sprawia, że czytelnik zaczyna coś czuć, budzi się, otwiera szerzej oczy.
Czytasz takie AI-posty i po sekundzie nie pamiętasz, kto był ich autorem, a po dwóch sekundach nie jesteś w stanie powiedzieć, czy w ogóle to cię obchodzi.
Jest jeszcze coś.
Całkiem sporo na LinkedIn jest ludzi, którzy wymiatają w dziedzinach, które w sekundę ugotowałyby mi mózg (tak są trudne), ale mają trudności z angażującym, wciągającym pisaniem.
Czyli z tym, co przychodzi mi (dzięki ponad 43 tysiącom godzin treningu) z dużą łatwością.
Dlatego zainspirowany przez osobę, która obserwuje mnie w tym serwisie, wpadłem na pewien pomysł…
Nowa usługa, która nie ma jeszcze nazwy
Gdybym miał ją jakoś opisać, powiedziałbym, że to
radykalne ulepszanie postów przed ich opublikowaniem na LinkedIn.
Idea jest bardzo prosta.
Najpierw wysyłasz mi mailem treść posta, którego zamierzasz opublikować na LinkedIn.
Plus dodajesz podstawowe informacje typu: do kogo chcesz dotrzeć na LinkedIn, jaki cel ma spełnić dany post itp.
Następnie robię z Twojego posta prawdziwą perełkę (lub petardę, jeśli wolisz ten kierunek skojarzeń 🙂
Dodaję do niego storytelling albo usuwam to, co w nim zbędne, albo dodaję elementy, których mu brakuje itd.
W razie potrzeby, przepisuję go, przerabiam niemal od nowa.
Chcę to na razie przetestować na żywych ludziach, dlatego cena jest symboliczna: 99 zł za miesiąc.
W tej cenie możesz podesłać mi 4 posty albo 2 biuletyny.
Minimalny okres współpracy: jeden miesiąc.
Pierwszy post na próbę: gratis 🙂