[47] Mam lepszy pomysł na posty + działalność Szymona Karwasza

Człowiek niezłomny

Polskim użytkownikom LinkedIn nie trzeba mówić, kim jest i co robi Szymon Karwasz.

Dla przypomnienia: to człowiek, który pomaga firmom skutecznie działać w tym właśnie serwisie.

Ale dla mnie Szymon jest kim więcej niż tylko profesjonalnym konsultantem LI.

Jest kimś przez duże K.

Kimś, kto szczerze imponuje mi odwagą i siłą charakteru.

Naprawdę!

Mówiąc wprost, ma większe jaja niż większość mężczyzn w tym portalu.

Jaki mam pomysł na posty Szymona?

Szukając odpowiedzi na to pytanie, przypadkowo trafiłem na post pewnej osoby, który dał mi mocno do myślenia.

Tą osobą była Magdalena Szczecina, jedna z moich kursantek.

Magdalena w chwili obecnej toczy nierówną walkę z nowotworem.

W poście, o którym mowa, napisała, że z dnia na dzień straciła budowane przez lata miejsca na Facebooku i Instagramie.

Najpierw na fanpejdż wjechały grafiki AI z polskimi napisami.

Dziś znaleźć tam można posty napisane po wietnamsku.

Koszmar.

Dla kogoś, kto przez długie lata budował swoją markę na FB, wkładał w to całe serce i przede wszystkim zdobywał tam klientów, taki widok łamie serce.

Ale taka wiadomość w takim momencie, w jakim obecnie jest Magdalena, to cios podwójny.

Dlatego mam do was gorącą prośbę.

Zaobserwujcie Magdalenę. Pomóżcie jej stanąć na nogi na nowej ziemi, czyli na LinkedIn.

Magdalena ma w sobie rzadko spotykaną mądrość i dystans.

Zdecydowanie warto mieć ją w swoich kontaktach.

Wracając do Szymona Karwasza

Powyższa historia sprawiła, że zupełnie inaczej spojrzałem na to, co Szymon robi na LinkedIn.

Dlatego mój pomysł na jego działalność jest następujący:

Problem z LinkedIn

Pamiętam, że Szymon Karwasz był chyba pierwszą osobą, jaką poznałem na LI, która postanowiła zajmować się wspieraniem innych w funkcjonowaniu w tym serwisie.

Wtedy uważałem to za coś dziwnego.

Po pierwsze, nie sądziłem, że będą chętni na jego usługi. Po drugie, uważałem, że tak wąska specjalizacja nie ma sensu.

Dziś wiem, że Szymon miał rację, wybierając właśnie tę niszę.

Postawił na właściwego konia.

Myślę jednak, że powinien powoli zacząć budować dla siebie szalupę ratunkową.

Szalupa Szymona

I nie chodzi tylko o to, że media społecznościowe są cudzą ziemią, do której nie mamy większych praw.

Albo że to dziki zachód, gdzie z dnia na dzień możemy dostać kulkę w plecy (przykład Magdaleny).

Akurat pod tym względem Szymon świetnie się zabezpieczył.

Ma profesjonalną stronę internetową, czyli stałą bazę dla swoich działań (dodałbym do niej jeszcze newsletter, żeby był komplet).

Chodzi o to, że w świecie sociali czas płynie 10 razy szybciej.

Żywotność tych serwisów jest, jaka jest.

Dziś są, ale za kilka lat ich świetność zacznie przygasać.

Bycie dziś konsultantem LinkedIna ma jeszcze sens, ale za parę lat będzie ono tym samym, co bycie specjalistą ds. Naszej Klasy.

Dlatego będąc na miejscu Szymona, już teraz przygotowałbym sobie plan B.

Plan B

Żeby uniezależnić się od LinkedIn, wykorzystałbym… LinkedIn.

A konkretnie fakt, że można tam na jednym koncie założyć aż 5 różnych biuletynów.

I testowo, delikatnie, powoli, bez pośpiechu zacząłbym publikować biuletyny na jakiś inny temat.

Najpierw powiązany ze szkoleniami o LinkedIn (może o komunikacji, budowaniu marki osobistej).

A potem coś bardziej odległego tematycznie. Nawet zupełnie odległego, żeby sprawdzić, co działa.

Czy taki szeroki rozrzut tematyczny biuletynów ma wpływ na zasięgi?

Testuję obecnie to rozwiązanie i wygląda na to, że nie ma to większego znaczenia.

Oprócz biuletynu Mam Lepszy Pomysł (o contencie na LinkedIn), uruchomiłem również biuletyn ➡️ Szukam Dobrej Żony (dla szukających miłości na całe życie).

Jak widać, tematy z dwóch różnych bajek.

A propos bajek, za moment odpalę biuletyn z bajkami na dobranoc (pisanymi przez człowieka, nie przez AI).

Dlaczego biuletyny?

Postawiłbym na biuletyny między innymi ze względu na SEO, żeby jak najszybciej zbierać z Google ruch związany z nową działalnością.

Wybrałbym taką nazwę dla biuletynu, która sama w sobie jest frazą wpisywaną do wyszukiwarki.

Zresztą, to temat-rzeka, na zupełnie inny artykuł 🙂

Pierwszy prezent dla Szymona

Na koniec mam dla bohatera tego artykułu 2 prezenty.

Pierwszy to zaproszenie na darmową konsultację dotyczącą contentu.

Drugi prezent

to nowa wersja posta, którego Szymon opublikował u siebie kilka dni temu.

Moja wersja posta:

Wyobraź sobie, że prowadzisz restaurację gdzieś w centrum Warszawy, Krakowa czy innego Gdańska.

Przez lata wyrabiasz sobie świetną markę.

Żeby zjeść u ciebie obiad, ludzie robią rezerwacje pół roku wcześniej.

Momentami ocierasz się wręcz o gwiazdkę Michelin.

Ale pewnego dnia, tuż po zamknięciu lokalu, odwiedza cię małomówny człowiek w szarym płaszczu.

Otwiera walizkę i prezentuje ci „genialne urządzenie do przygotowywania każdego dania, jakie tylko przyjdzie ci do głowy”.

Narzędzie jest zasadniczo darmowe.

Domokrążca doskonale wie, że twój apetyt urośnie w miarę jedzenia i prędzej, niż później, za nie zapłacisz.

Ale póki co wszystko jest za free.

Następnego dnia postanawiasz wypróbować wynalazek.

Okazuje się, że mimo niewielkich wad, sprzęt działa wprost fantastycznie!

Wypuszcza ze swoich elektronicznych wnętrzności dania, jakich świat nie widział.

Mija zaledwie miesiąc, a twoi klienci zaczynają powoli mieć alergię na twoje specjały.

Nie przejmujesz się tym, bo maszyna robi wszystko w sekundę.

Wysypka na twarzach gości zmienia się w czerwone pęcherze wypełnione płynem.

Alergiczne pęcherze zmieniają się w gnijące rany.

A ty nadal uparcie serwujesz wynalazki z maszyny.

Wieczorami, jadąc na mopie, zastanawiasz się, dlaczego twoja restauracja zaczyna przynosić straty.

Przecież maszyna robi wszystko za darmo.

I teraz pytanie do Ciebie:

naprawdę myślisz, że wklejając teksty prosto z AI, robisz dobrze swojej marce?

Nie sądzisz, że ludzie mają alergię na takie posty?

Że powoli zaczynają mieć serdecznie dość „twojej kuchni”?

A może sprawy zabrnęły już tak daleko, że zdążyłeś już stracić większą część tego, co przez lata tutaj budowałeś?

Porozmawiajmy o tym.

Na spokojnie.

Bez żadnych zobowiązań.

Chcesz radykalnie ulepszyć posty lub biuletyny na LinkedIn?

Wypróbuj za darmo moją nową usługę.

Bez żadnych zobowiązań.

Podeślij tekst swojego posta, a ja przerobię go po swojemu.

Tak jak zrobiłem to z tekstem Szymona.

Kliknij tutaj i dowiedz się więcej