Co łączy uczniów i pacjentów?
Pamiętam w jakim byłem szoku, kiedy tata powtórzył zdanie usłyszane w pokoju nauczycielskim:
„Ten zawód byłby świetny, gdyby nie uczniowie”.
Kilkanaście lat później przeczytałem coś bardzo podobnego o lekarzach. Okazało się, że byliby w siódmym niebie, gdyby z ich świata ktoś usunął pacjentów.
Natomiast parę dni temu natknąłem się na historię człowieka, który założył w USA agencję SEO.
On również powiedział, coś…
Ale o tym za moment.
Klient dzwoni w nocy o północy
Jego agencja działała prężnie, ale wkurzali go klienci.
Decydującym momentem był telefon, którego odebrał którejś nocy.
Nie bacząc na porę, klient opierniczał go za coś, co jego zdaniem źle działało.
Zachowywał się tak, jakby znał się lepiej.
Jak pacjent, który przed wizytą odpalił internet, pozjadał wszystkie rozumy, a potem wyrzucił to z siebie na biurko lekarza.
Właściciel agencji SEO zagotował się.
Kilka godzin później zamknął agencję, którą prowadził od pół roku.
Jego ruch był gwałtowny, decyzja emocjonalna, a straty, jakie przez to poniósł, okazały się 6-cyfrowe (w dolarach).
A mimo to ucieszył się bardzo.
Jak usunąć klienta z wzoru na biznes?
Właściciel agencji postanowił, że od tej pory będzie robił to samo, choć zupełnie inaczej.
Usunie klientów i równocześnie ich… nie usunie. Dziwne, prawda?
Do tej pory jego wzór na biznes składał się z trzech elementów:
agencja + pozycjonująca strony internetowe + dla klientów
Teraz nadal miała to być firma, która zajmuje się pozycjonowaniem stron dla klientów.
Wzór wydawał się być dokładnie taki sam.
Na czym więc polegała różnica?
Bohater tej amerykańskiej historii zajął się tym, co potrafi najlepiej, czyli windowaniem pozycji stron w wyszukiwarce.
Ale tym razem nie robił tego dla klienta.
Najpierw robił to zupełnie bez jego udziału. Sam, po swojemu, na własnych warunkach.
Kupował domenę, budował stronę i pozycjonował ją na lokalne frazy usługowe.
Kiedy strona była wysoko i zaczynała zbierać zapytania dotyczące konkretnych usług w konkretnym rejonie, wówczas dzwonił do potencjalnych klientów. Do osób wykonujących te właśnie usługi.
Proponował im wynajęcie swojego serwisu.
Mówił, że miesięcznie łapie na niego x zapytań / telefonów. Proponował stałą miesięczną opłatę za użytkowanie takiej witryny.
W ten sposób odwrócił zasady gry, zmieniając jeden drobny element.
Jeśli jesteś seowcem, to pewnie nie jest to dla ciebie nic rewolucyjnego.
Ale dla mnie najciekawszy jest sam mechanizm takiego działania.
Przechodzisz proces czy przychodzisz na gotowe?
Właściciel agencji męczył się z klientami, którzy razem z nim przechodzili proces pozycjonowania ich strony.
Byli razem z nim w tej drodze na szczyt.
Teraz robił technicznie to samo, ale klienci przychodzili dopiero na gotowe.
Zero stresu, zero szarpaniny, czysta kasa.
Co by było, gdyby ten system miał działać w mojej branży (copywritingu)?
Wtedy nie pisałbym tekstów, reklam, scenariuszy spotów na zamówienie.
Nie męczyłbym się z poprawkami i nie musiałbym słuchać uwag klientów, którym wydaje się, że wiedzą lepiej.
Zamiast tego zrobiłbym sklep z gotowymi tekstami.
Oczywiście wiem, że w tym przypadku to mało realne, ale powtarzam, że chodzi mi o sam mechanizm:
przechodzisz ze mną proces vs. przychodzisz na gotowe (lub po gotowe).
Sytuacja odwrotna
Może być tak, że oferujesz gotowe rzeczy i nie masz klientów.
A gdyby zmienić sposób działania?
Gdyby klienci od teraz zaczęli przechodzić z tobą cały proces albo przynajmniej jego część?
Gdyby do twojego produktu wstrzyknąć jakąś dawkę usług?
Szukając przykładu, rozglądam się wokół siebie i wśród twórczego bałaganu widzę szklany kubek z rumiankiem.
Jaką usługę mógłby zaoferować producent takich kubków, żeby klienci przechodzili z nim proces jego powstawania?
Warsztaty z wydmuchiwania szkła? Szkolenia z malowania szklanych powierzchni? Coś z dziedziny projektowania, designu?
A może powinien rzucić to wszystko i zacząć sprzedawać urządzenia do samodzielnej produkcji takich kubków?
Strzelam zupełnie na ślepo, ale myślę, że wiesz, co mam na myśli.
A propos przechodzenia procesu
Prowadzę miesięczne szkolenie, które realnie zmienia życie użytkowników LinkedIna.
Uczę ich w trybie 1:1, drogą mailową.
Tylko ty, ja i mail 🙂
Oferta jest bajeczna i przebogata.
Obejmuje nie tylko naukę pisania bez AI, ale też np. pomoc w tworzeniu produktów i usług czy budowanie marki na LinkedIn.
Szkolenie jest miesięczne, ale w praktyce możesz sobie robić przerwy dowolnej długości i uczyć się we własnym tempie.
Przy okazji: zobacz, kim jestem i co robię
Nietypowy pomysł na cenę
Ale i tak najlepszy jest pomysł na cenę tego szkolenia.
Zaczynam od 199 złotych.
Tyle zapłacisz za całość, jeśli kupisz dostęp jeszcze w lipcu.
Co miesiąc cena będzie już tylko rosnąć.
(ktoś mi napisał, że myślał, że 199 złotych to błąd i że powinno tam być zero na końcu, więc rozumiesz, w którym kierunku to zmierza)
Taniej nie będzie
Za 3 dni podnoszę cenę.
Wszystkie informacje na temat szkolenia znajdziesz tutaj.
Kliknij i wypróbuj za darmo, bez żadnych zobowiązań.
W nagrodę pokażę ci, jak ulepszyć twój dowolny post.
➡️ Zobacz wszystkie moje pomysły:
Za darmo to uczciwa cena
Chcesz, żebym rzucił fachowym okiem na treści, które publikujesz?
Na przykład na Twoje posty na LinkedIn?
Zapisz się na newsletter, a w nagrodę dostaniesz darmową konsultację (drogą mailową).
Bez żadnych zobowiązań.
Jestem copywriterem z 14-letnim stażem.