Punkt wyjścia
Miałem 4950 obserwujących na LinkedIn, kiedy zacząłem szukać pomysłu na prezent dla czytelników z okazji przekroczenia kolejnego progu (5000).
Pomysł przyszedł mi do głowy nocą.
Byłem akurat świeżo po opublikowaniu pierwszego wywiadu w biuletynie Mam Lepszy Pomysł.
I to właśnie słowo „wywiad” stało się początkiem akcji, która wymknęła się spod kontroli.
Postanowiłem zrobić wywiad,
jakiego na LinkedIn (a podejrzewam, że również i w innych socialach) jeszcze nie było.
Wywiad, w którym każdemu, kto skomentuje post, zadam jedno spersonalizowane pytanie.
Co więcej, to pytanie będzie na tyle ciekawe, że będzie gotowym pomysłem na post.
Mechanika posta była więc prosta:
1) ktoś zostawia komentarz pod moim postem
2) odpowiadam, zadając tej osobie pytanie związane z tym, kim jest lub co robi
3) osoba ta w kolejnym komentarzu odpowiada na moje pytanie
4) jeśli chce: publikuje post na ten temat
Jaki jest przepis na idealny post?
1) Taki post musi nieść realną wartość dla czytelnika.
2) Powinien odróżniać się od innych postów.
3) Powinien generować reakcje, komentarze itp.
4) Będzie dobrze, jeśli komentarze będą pozytywne.
5) Będzie wspaniale, jeśli ludzie będą spontanicznie mówić o tym poście.
6) Będzie fantastycznie, jeśli będzie żył dłużej niż inne posty.
7) Koniec końców, taki post musi na siebie zarabiać. Musi przynieść pieniądze albo popularność (nowych obserwujących).
Czy ten post okazał się idealny?
Jego pierwsza wersja była dość chaotyczna i niezrozumiała.
Dlatego już po opublikowaniu naniosłem wiele poprawek. Im bardziej post się rozpędzał, tym poprawek było więcej.
Dzięki temu wyhamowałem go na tyle, że liczba postów jest dziś 3-cyfrowa, a nie 4-cyfrowa.
Inaczej musiałbym odpowiadać na komentarze od rana do wieczora przez wiele tygodni.
Musiałem wyhamować jego popularność również z innego powodu. Otóż LinkedIn najpierw wysłał mi ostrzeżenie, a potem zagroził blokadą konta.
Powód? Odwiedziłem zbyt wiele profili
Dlaczego zażarło?
1) Czy ten post niósł realną wartość dla czytelnika?
Tak.
Czytelnik dostawał dwie rzeczy: gotowy pomysł na post u siebie + możliwość zwrócenia uwagi na siebie w akcji, która nabierała coraz większego rozpędu.
2) Czy ten post odróżniał się od innych postów?
Tak, pod każdym względem.
Nikt wcześniej nie wpadł na tak szalony pomysł. Szalony, bo zmusił mnie do odpowiedzenia na masę komentarzy (zresztą, komentarze nadal spływają, więc to praca bez końca).
3) Czy wygenerował reakcje, komentarze?
Reakcji nie było aż tak dużo, za to komentarzy…
4) Czy komentarze były pozytywne?
W 99,99% procentach: tak.
5) Czy ludzie spontanicznie mówili o tym poście?
Tak, bo na bazie moich pytań publikowali u siebie posty, w których byłem oznaczany.
6) Czy post żył dłużej niż inne?
Tak, żyje nadal i ma się dobrze.
7) Czy post na siebie zarobił?
Tak, dzięki reklamie, którą w nim umieściłem. Wpadło też wielu nowych obserwujących.
Pytanie za milion: jak to powtórzyć?
Jest takie powiedzenie: jeśli coś działa, zduplikuj to.
Czy da się powtórzyć taką akcję?
Czy da się regularnie odpalać coś tak spektakularnego?
Tak, ale musiałbym być linkedinową wersją Red Bulla.
Red Bull
Niedawno obejrzałem filmik autorstwa Bartosza Orzewskiego, w którym padły następujące zdania:
1) Red Bull, zamiast kupować reklamy, zaczął kupować sytuacje, w których produkt sam się reklamuje.
2) Nie wydawaj kasy po to, żeby być znanym. Twórz rzeczy, o których ludzie sami będą chcieli mówić.
Otóż niedługo przed opublikowaniem postu z najdłuższym wywiadem na LinkedIn zmieniłem sobie opis profilu na taki:
Najlepsze pomysły na posty na LinkedIn.
To, że mam milion pomysłów na posty i nie waham się ich używać, wiedziałem od dawna. Stąd taki właśnie opis.
Ale po głowie chodziło mi coś, co udowodniłoby ponad wszelką wątpliwość, że hasło nie jest na wyrost.
I pomysł przyszedł, choć go nie szukałem.
W ten sposób „kupiłem” sytuację, w których „produkt”, czyli Maciej Wojtas, sam się reklamuje.
Nie wydawałem też kasy po to, żeby być znanym. Stworzyłem rzecz, o której ludzie sami zaczęli mówić.
Jak więc to powtórzyć?
Odpowiedź na to pytanie jest prostsza, niż myślisz.
Kryje się w statystyce, którą przytoczyłem.
Napisałem powyżej, że 99,99 procent komentarzy pod postem było pozytywnych, a część nawet entuzjastycznych.
Tylko jedna czy dwie osoby zasugerowały, że pewnie muszę posiłkować się AI.
Nie przyszło im do głowy, że ktoś może poświęcić tyle godzin na odpowiadanie na komentarze i wymyślanie każdej osobie spersonalizowanego pytania.
Tak więc kluczem do sukcesu jest ten właśnie składnik: odrobina szaleństwa.
Włożenie w coś wysiłku na tyle dużego, że zostanie on dostrzeżony i doceniony.
Zrobienie czegoś, co ludziom wyda się wręcz nielogiczne, pozbawione sensu.
Mam doświadczenie w takich akcjach. Do głowy przychodzi mi na przykład ten szalony ranking blogów.
Podoba Ci się ten rodzaj kreatywnego szaleństwa?
Zapraszam Cię do mojej Szkoły pisania na LinkedIn.
To coś, co… rozwali Ci mózg 🙂
Od 1. września po raz kolejny podnoszę cenę.
Zapisując się dziś, zapłacisz zaledwie 249 zł.