[56] Mam lepszy pomysł na działalność Marty Idczak

Są 3 rodzaje ludzi:

ogarnięci, mega ogarnięci i Marta Idczak.

Nie wiem, jak ona to robi, ale wszystko, czego dotyka, zamienia się w biznesowe złoto.

Kiedy bierze się za tworzenie nowego produktu czy usługi, można obstawiać w ciemno, że okaże się to sukcesem.

Bez względu na to, czy chodzi o storytelling, budowanie marki osobistej czy szkolenie z czegokolwiek innego.

Dlatego mam dla niej…

Pomysł na kolejne zwycięstwo

Od jakiegoś czasu Marta zajmuje się tematem budowania marki osobistej.

Dziś dla wielu ludzi to konieczność. Nie da się zwrócić na siebie uwagi pracodawców czy klientów, nie budując w sposób świadomy i przemyślany swojej marki osobistej.

Ale widzę na horyzoncie trend, który (podejrzewam) będzie z czasem przybierał na sile.

Gdybym był Martą Idczak, obstawiłbym ten kierunek już teraz, na wszelki wypadek.

Zmęczenie materiału

Zanim przejdę do rzeczy, mała uwaga, która za chwilę będzie miała spore znaczenie.

Otóż 4 lata temu zrobiłem sobie kilkumiesięczny detoks od social mediów.

Pamiętam, jak koszmarnie trudne były początki odstawiania tej trucizny. I jak słodkie okazały się owoce tego eksperymentu.

Przy okazji: przeczytaj ➡️ porażające świadectwo mojego uzależnienia od sociali.

Na szczęście to dla mnie definitywnie zamknięty rozdział. Jedno jest pewne: nie chciałbym już nigdy do tego wrócić.

Chciałbym za to pójść jeszcze dalej.

W chwili, gdy piszę to zdanie,

mija ponad 70 dni, odkąd zupełnie przestałem wchodzić na stronę X com.

Odciąłem się zarówno od tego serwisu, jak i od jakichkolwiek newsów.

Efekt tej decyzji okazał się piorunujący.

Już dawno nie czułem się tak produktywny, a moja głowa dawno nie była tak spokojna.

Owocem tej decyzji jest np. moje szkolenie z pisania na LinkedIn bez AI.

Wątpię, żeby dziś ktokolwiek był w stanie przekonać mnie do zmiany decyzji o porzuceniu konsumpcji śmieciowych treści.

Piszę o tym, bo wyraźnie czuję,

że coraz więcej z nas będzie świadomie, celowo wybierać życie, w którym media społecznościowe odgrywają zupełnie marginalną rolę. Albo wręcz nie ma ich wcale.

Jak to wygląda u mnie?

Na Facebooku spędzam 3 minuty tygodniowo.

W pełni udzielam się tylko na LinkedIn, ale chcę zredukować swoją obecność tutaj do kilku minut dziennie.

Uruchomiłem też ➡️ Substacka, na który wstawiam swoje bajki dla rodziców i dzieci, ale obsługa platformy zajmuje mi najwyżej 15 minut tygodniowo.

Podsumowując,

staram się rezygnować z tych aktywności, które

  • wysysają ze mnie życie,
  • wpływają destrukcyjnie na kreatywność
  • i generują nieustanne napięcie nerwowe.

I mam dziwne przeczucie, że nie jestem w tym odosobniony. Myślę, że ludzi podobnie myślących jest więcej.

Przejdźmy zatem do rzeczy.

Cena budowania marki osobistej

Niedawno natknąłem się na YouTube na film o ukrytych kosztach budowania marki osobistej.

Autor wymienia w nim kilka pułapek czyhających na osoby budujące markę w internecie.

Te pułapki to między innymi:

1) Naiwna wiara w to, że wraz ze wzrostem dochodów z marki osobistej ilość pracy będzie spadać. W rzeczywistości bywa odwrotnie. Lądujemy w kieracie, z którego nie da się wycofać.

2) Robienie wszystkiego samodzielnie: od researchu po odpowiadanie na komentarze. Zamiast upragnionej wolności dostajemy pracę na drugi etat.

3) Wiara w to, że nasze zasięgi nigdy nie spadną poniżej pewnego poziomu. Problem w tym, że ludzie szybko się nudzą. Nawet jeśli początkowo całkiem skutecznie przyciągaliśmy ich uwagę. Ten problem, co ciekawe, dotyka również największych z największych.

4) Rzecz chyba najbardziej przerażająca: zacieranie się granicy między życiem a treścią. To ta chora sytuacja, gdy człowiek zaczyna każdą codzienną sytuację postrzegać jako „materiał na content”, co prędzej czy później doprowadza do wypalenia.

5) Ostatnia rzecz (choć lista jest dłuższa) to odciąganie uwagi od swojego biznesu. Właściciele firm tracą czas na niekończącą się pogoń za lajkami, zamiast ulepszać swoje produkty lub usługi.

Czy te pułapki są groźne?

Na pewno tak. Ale właśnie w tych pułapkach kryje się mój pomysł dla Marty.

Pomysł na projekt poboczny, którego celem byłoby zagospodarowanie zupełnie nowego obszaru.

Pomysł na nowe szkolenia Marty

Wniosek płynący z tego, co do tej pory napisałem, jest prosty: gdzieś w oddali pojawia się nowy trend.

Jestem prawie pewny, że coraz więcej ludzi (np. soloprenerów) będzie chciało się mniej lub bardziej uwolnić od mediów społecznościowych:

  • od konieczności regularnego publikowania
  • od zamieniania swojej prywatności na lajki
  • od przerabiania swojego życia w materiał na content

Prędzej czy później pojawią się ludzie, którzy prowadząc swój jednoosobowy (i nie tylko) biznes, będą chcieli odejść od budowania marki osobistej, by zacząć żyć spokojnie, w cieniu, na uboczu.

W tę przestrzeń Marta mogłaby wejść ze swoimi produktami, usługami, szkoleniami.

Przykład 1: jak od zera budować markę osobistą częściowo lub całkowicie poza mediami społecznościowymi.

Przykład 2: jak rozwijać swój biznes po zrezygnowaniu z regularnego budowania marki osobistej w socialach.

Przykład 3: jak na nowo zaprzyjaźnić się z mediami społecznościowymi po okresie wypalenia działalnością w tych serwisach.

Kto byłby pierwszym klientem Marty?

Doskonale znam zarówno siłę mediów społecznościowych, jak również ich ciemną, destrukcyjną stronę.

Być może dziwnie to zabrzmi w moich ustach, ale gdyby tylko to było możliwe, porzuciłbym sociale z dnia na dzień, bez mrugnięcia okiem. Niestety, ze względów zawodowych póki co jestem na nie skazany.

Jestem więc potencjalnym klientem Marty albo kogoś, kto ten pomysł podchwyci i zrealizuje. Czy jedynym klientem?

Myślę, że wątpię.

Wróćmy na ziemię do codziennej szarpaniny

Wchodzisz dziś rano na LinkedIn i widzisz, że:

  • zasięgi nagle spadły,
  • czujesz, że masz shadowbana,
  • a jakiś miły człowiek zgłosił twoje posty jako AI slop.

Brzmi koszmarnie, prawda?

Tym bardziej, gdy LinkedIn służył ci do zdobywania zleceń, łapania klientów czy sprzedaży produktów albo usług.

A teraz to wszystko wisi na włosku.

Co więc możesz zrobić?

Tego dowiesz się z darmowego poradnika, który przygotowałem dla osób odwiedzających stronę mojego szkolenia z pisania na LinkedIn bez AI.

➡️ Zobacz darmowy poradnik

Czasami jednak problem jest inny. Siedzisz na LinkedIn, bezskutecznie próbując:

  • przebić się przez posty AI,
  • przyciągnąć właściwych ludzi,
  • zbudować markę osobistą,
  • zyskać rozpoznawalność
  • i stworzyć ofertę dla klientów?

Brzmi znajomo?

Jeśli tak, to zobacz ➡️ darmową próbkę mojego szkolenia, które prowadzę w trybie 1:1, drogą mailową.

Dzięki temu szkoleniu…

za 30 dni LinkedIn będzie jadł ci z ręki.

Nauczę cię pisać lepiej. Bez AI. Twoje treści będą błyszczeć na tle tych wygenerowanych przez sztuczną inteligencję.

Zyskasz dostęp do mojego copywriterskiego doświadczenia, które gromadziłem przez kilkanaście ostatnich lat, pracując dla klientów z każdej możliwej branży i półki.

➡️ Jestem copywriterem z ponad 14-letnim stażem.

Pomogę ci stworzyć produkt lub usługę, którą zaoferujesz za darmo lub za niewielką opłatą użytkownikom LinkedIna.

„Opakuję” to, co dziś robisz, w atrakcyjną ofertę, którą klientom ciężko będzie zignorować, a jeszcze trudniej odrzucić.

Rozreklamuję cię w moich biuletynach. Dzięki temu przyciągniesz do siebie nowych obserwujących. Plus zdobędziesz subskrybentów swojego newslettera, jeśli go prowadzisz.

➡️ Zerknij tutaj, tak po prostu 🎁

Bez żadnych zobowiązań.

Ktoś mądry powiedział mi,

że takie szkolenie 1:1 powinno kosztować jedno zero więcej. I kiedyś faktycznie tak będzie. Jego cena rośnie z każdym miesiącem.

Tylko w sierpniu zapłacisz 249 złotych za całość.

Szkolę maksymalnie 10 osób miesięcznie. Szkolenie trwa miesiąc, ale możesz robić przerwy dowolnej długości.

Terminy lipcowe i sierpniowe są już zajęte. Domykam jeszcze wrzesień i październik.

➡️ Zobacz, co możesz dziś dostać za darmo 🎁

Ten prezent jest naprawdę cenny!