[59] Mam lepszy pomysł na retail (wywiad)

Wywiad z Tomaszem Suchorowskim


Kim jesteś?

Jestem Tomkiem. Tym Tomkiem od retailu. Taką też buduję markę.

Całe moje zawodowe życie kręci się wokół sprzedaży, ludzi i wyniku. Byłem po różnych stronach biznesu, pracowałem na różnych poziomach i w różnych rolach.

Ale niezależnie od stanowiska i branży zawsze najbardziej fascynowała mnie praca z ludźmi.

Lubię:

  • liczby, bo mówią prawdę o biznesie,
  • sprzedaż, bo daje konkretny rezultat,
  • ludzi, bo bez nich żadnego rezultatu nie będzie.

Ale przede wszystkim lubię relacje. I chyba dlatego dobrze czuję się właśnie na styku tych trzech rzeczy.

Umiem też „ogarniać kuwetę” (bo lider czasami musi po prostu zakasać rękawy i zrobić to, co trzeba).

Prywatnie jestem od 25 lat żonaty i mam 2 wspaniałych synów (18 i 13 lat), którym kibicuję życiowo, ale też sportowo.

Obydwaj trenują zawodowo gimnastykę sportową (są zawodnikami Polskiego Związku Gimnastycznego).

Mieszkam w małej miejscowości pod Szczecinem, w cichym, spokojnym miejscu. W pobliżu mam las, gdzie chodzę na spacery z psem.

Mam kilka pasji.

Zawsze byłem trochę artystycznym duchem pomimo twardego stąpania po ziemi. Maluję obrazy. Mam już sporą kolekcję własnych prac. Bardzo mnie to relaksuje.

Od jakiegoś czasu uczę się też grać na saksofonie. Jeszcze nie jestem wirtuozem instrumentu, ale daje mi to sporo satysfakcji (póki co, sąsiedzi się nie skarżą).

Od trzech lat piszę książkę (nie mam szybkości Remigiusza Mroza). Piszę ją dla siebie, na razie do szuflady, ale kto wie może kiedyś wydam ją i będzie bestsellerem.

Staram się rozdzielać czas pomiędzy życie zawodowe i prywatne. Ten czas dzielę różnie. Nie zawsze to jest pół na pół i nieraz pracuję częściej niż bym chciał, ale na pewno ten czas poświęcam w stu procentach tam, gdzie właśnie jestem, czy to w pracy czy w domu.

Jakie do tej pory miałeś pomysły na życie? Które z nich okazały się lepsze, a które gorsze?

Miałem różne pomysły. Było ich wiele. Nie wszystkie zrealizowałem.

Pierwsze pieniądze zarobiłem jeszcze w szkole podstawowej będąc na wakacyjnych koloniach. Pieniądze od rodziców się skończyły, wiec z kolegami w tzw. czasie wolnym chodziliśmy do pobliskiej plantacji porzeczki. Do końca kolonii miałem spore fundusze na wydatki.

Potem, jak byłem trochę starszy, handlowałem bananami na ryneczku. Jeździłem rano na hurt i potem pół dnia sprzedawałem te banany. To też było podczas wakacji. Nie pamiętam, dlaczego to były akurat banany, ale zarobiłem wtedy na motorynkę.

Jednym z pierwszych moich biznesów była też sprzedaż balonów napełnionych helem. Wtedy to była nowość i był na to mega popyt. Razem z kolegą jeździliśmy, pamiętam, na wszystkie okoliczne imprezy plenerowe z balonami. Później było jeszcze wiele prac w sprzedaży, pierwsze funkcje kierownicze.

Nie miałem w życiu zawodowym dużo kryzysów czy zwrotów akcji. Ale patrząc z perspektywy czasu, chyba najlepszym było to, żeby pozwolić swojej karierze rozwijać się wokół tego, co naprawdę mnie fascynuje w danym czasie.

Może to w dzisiejszym świecie wydawać się dziwne, ale nigdy nie miałem jakiegoś parcia na awanse czy tytuły.

Całe moje zawodowe życie kręciło i kręci się wokół sprzedaży. W różnych branżach, na różnych poziomach, w różnych rolach. Raz bliżej operacji, raz bliżej zarządzania, ale zawsze wokół ludzi.

Właśnie praca z ludźmi zawsze dawała mi najwięcej satysfakcji. Najlepsze pomysły wiązały się zazwyczaj z ludźmi. One zawsze procentowały i procentują do dziś.

A najgorsze pomysły?

Chyba te, w których za bardzo próbowałem spełnić cudze oczekiwania. Warto co jakiś czas sprawdzić, czy biegnie się w swoją stronę.

Jak myślisz, dlaczego dzięki Tobie świat staje się lepszy?

Nie wiem, czy od razu świat. Zacznijmy od mojego kawałka świata.

Jeżeli dzięki mojej pracy ktoś lepiej zarządza zespołem, ktoś zaczyna rozumieć liczby, ktoś przestaje szukać winnego, a zaczyna szukać przyczyny problemu, ktoś rozwija się zawodowo albo po prostu dzięki mojemu szkoleniu robi swoją pracę lepiej, to uważam, że zrobiłem coś dobrego.

Tak samo traktuję swoje publikacje. Nie piszę po to, żeby udowadniać, że wiem wszystko. Piszę o tym, co znam: o sprzedaży, retailu, ludziach, zarządzaniu, przywództwie.

I staram się, żeby z każdego tekstu można było coś zabrać. Jakiś konkret, jakiś kontekst, jakąś myśl, którą można wykorzystać następnego dnia.

Konkret. Kontekst. Kontent. Kropka.

To moje autorskie motto.

Poza tym daję sporo przestrzeni dla innych w moim świecie. Bardzo staram się współpracować a nie tylko pracować. Rozwijam ludzi, rozwijając się przy tym również sam. To mega frajda. I tak, przez to świat może być lepszy.

Którą umiejętność z linkedinowego opisu wybrałbyś, gdybyś musiał dziś zaczynać wszystko od zera?

Umiem w liczby. Umiem w ludzi. Umiem w sprzedaż. Umiem w „ogarniam kuwetę”. Umiem w wyniki. Umiem w szkolenie. Umiem w leadership. Umiem w luz.

Umiem w ludzi, zdecydowanie.

To zabrałbym ze sobą. Liczb można się nauczyć. Sprzedaży można się nauczyć. Narzędzi można się nauczyć. Procesy można stworzyć od nowa.

Ale umiejętność wejścia w relację z człowiekiem, zrozumienia go, zadania właściwego pytania, wysłuchania odpowiedzi i znalezienia sposobu, żeby razem zrobić wynik, to jest coś, czego nie chciałbym stracić.

Zresztą, tak jak powiedziałem już wcześniej, przez całe moje zawodowe życie właśnie to mnie najbardziej fascynowało.

Ludzie.

Wiadomo, relacje buduje się długo, czasem latami, ale jak już są, to jest to rzecz, dzięki której można zbudować wszystko pozostałe.

Wyobraź sobie, że Twoja praca to film albo serial. Do którego byłoby Ci najbliżej?

Moja praca to trochę „Mission Impossible”, tylko z innym Tomem w roli głównej i bardziej bezpieczna.

Głównie dlatego, że na pierwszy rzut oka zadania, których się podejmuję, mogą wydawać się właśnie taką misją niemożliwą do zrealizowania.

Dopiero po przeanalizowaniu danych, wyciągnięciu wniosków i wdrożeniu w życie zmian okazuje się, że tak jak Tom Cruise, daję radę.

Nadal pracuję dla dużej międzynarodowej grupy w szeroko pojętym retailu. Tam zarządzam sprzedażą i operacjami, otwieram sklepy, tworzę zespoły.

I robiłem to na przestrzeni lat w wielu dziedzinach, ponieważ grupa ta ma w swoim portfolio sporo marek z retailu, convenience i food serwisu.

A dodatkowo tworzę zespoły sprzedażowe oraz strategie sprzedaży dla każdego, kto tego potrzebuje w branży retail.

Uczestniczę w całym procesie:

analiza → diagnoza → strategia → wdrożenie → bieżąca kontrola zmiany → odpowiedzialność za wynik

Jestem szczery, więc diagnozy nieraz bolą (jak głównego bohatera w filmie akcji), ale „nowe” zawsze buduję na faktach a nie na iluzji. Dlatego jestem skuteczny.

Sprawdzam, co się dzieje. Szukam przyczyny. Buduję rozwiązanie. Wdrażam. A potem patrzę, czy działa. I jeżeli nie działa, nie szukam kolejnej przyczyny. Bo ostatecznie biorę odpowiedzialność za rezultat.

Dlatego moja praca jest trochę jak serial. Nawet kiedy myślę, że właśnie skończył się sezon, pojawia się kolejny odcinek. Nowy problem, cel, wynik do zrobienia.

Najlepszy pomysł, jaki wdrożyłeś w swojej karierze zawodowej, to…

Zbudowanie systemu sprzedaży, który nie jest uzależniony od jednego „gwiazdora”.

Bo łatwo jest powiedzieć: „mamy świetnego sprzedawcę”. Tylko co się stanie, kiedy go nie będzie?

Dla mnie prawdziwą wartością jest stworzenie takiego sposobu pracy, żeby zwykły pracownik mógł osiągać dobry wynik dzięki dobremu systemowi.

Stworzyłem system z takim doborem mierników, aby u każdego zobaczyć, co robi dobrze, a co źle, gdzie ma szanse na poprawę, a gdzie są utracone korzyści.

Strategia, która tworzę, mówi co i dlaczego. System pokazuje jak to zrobić.

Do tego dochodzą odpowiednie KPI, procesy, szkolenia, feedback i codzienna egzekucja. Wtedy wynik można powtarzać. A jeżeli można go powtarzać, można go skalować. I wtedy mamy prawdziwą wartość.

Z tym pomysłem idę przez życie. A ponieważ idę już długo, to znaczy, że on się sprawdza.

Jakiego pomysłu nie pozwolono Ci wdrożyć?

Mam jeden, który po latach szczególnie mnie bawi. Kiedyś pracowałem w największej sieci restauracji fast food. To był czas dużego rozwoju, więc każdy mógł mieć jakiś pomysł.

Mieliśmy oczywiście klasyczną ofertę. Ale wpadłem wtedy na pomysł, żeby zrobić coś więcej.

Rasowe burgery, nie tylko klasyka. Burgery z charakterem. Takie, które dzisiaj nikogo szczególnie nie dziwią. Wtedy jednak nie było to zgodne ze strategią firmy.

Pomysł nie przeszedł i oczywiście rozumiem, dlaczego. Strategia to strategia. Tylko czasami życie lubi sobie z nas zażartować, bo dzisiaj takie rzeczy dzieją się na rynku. Burgery premium, kraftowe, specjalne, z własnym charakterem nikogo już nie dziwią, są wszędzie.

I to chyba jedna z fajniejszych lekcji biznesowych. Dobry pomysł nie zawsze jest dobrym pomysłem w tym konkretnym momencie dla tej konkretnej organizacji. Czasami pomysł trzeba zrealizować we właściwym czasie.

A propos czasu: wyobraź sobie, że cofasz się do 1989 roku. Widzisz, że nastaje wolność gospodarcza. Co robisz?

Zawsze chciałem mieć kawiarnię, ale nie taką standardową.

Wyobrażam sobie małą kawiarnię gdzieś na przedmieściach. Kilka stolików, dobre śniadania, dobra kawa. I ja. Za barem.

Znam swoich klientów. Wiem, kto pije espresso, kto zawsze bierze cappuccino, a kto przychodzi bardziej pogadać niż napić się kawy.

Sprzedaż.
Rozmowy.
Ludzie.
Klimat.

To chyba byłby mój biznes. I może kiedyś go zrobię, na emeryturze. Chociaż dzisiaj byłoby pewnie trudniej niż kiedyś. Świat mocno skręcił w stronę globalnych sieci, skali, standaryzacji i powtarzalności.

Ale może właśnie dlatego mała, lokalna kawiarnia, w której właściciel zna klientów i naprawdę jest na miejscu, miałaby jeszcze większą wartość.

Zobaczymy. Na razie mam jeszcze trochę do zrobienia w retailu.

Na koniec pytanie o markę osobistą. Jakie jedno słowo przychodzi ludziom do głowy, kiedy słyszą Twoje nazwisko?

Retail.

Bo retail to coś, w czym się spełniam. Co znam. W czym dobrze się czuję.

To jest środowisko, w którym przez lata nauczyłem się sprzedaży, zarządzania, pracy z ludźmi, budowania zespołów, strategii i odpowiedzialności za wynik.

Dlatego kiedy ktoś słyszy nazwisko Tomasz Suchorowski, to mam nadzieję, że pierwsze słowo, które przychodzi mu do głowy, to retail.

TenTomek od retailu.

Uważam, że marka osobista nie jest tym, co sami sobie napiszemy w nagłówku LinkedIna, ale tym, co właśnie inni potrafią powiedzieć o nas jednym słowem.

W kontekście widoczności i rozpoznawalności marki osobistej wiele mówi się o AI. Przygotowując się do wywiadu, wpisałem do pierwszego lepszego modelu AI moje nazwisko i zapytałem sztucznej inteligencji, co o mnie wie. Okazało się, że wie dość sporo.

Więc chciałbym, żeby i ludzie, i AI mieli jedno skojarzenie ze mną: retail.

Tomasz Suchorowski. Tomek, ten od retailu.

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Wywiady