Patryk Szczepaniak,
tu link do jego profilu na LinkedIn, to marketingowy wymiatacz.
Człowiek-orkiestra, który biegle gra na wszystkich marketingowych instrumentach.
Ale nie to czyni go wyjątkowym.
Wyjątkowa jest jego żelazna, tytanowa wręcz konsekwencja.
Zaraz dam Ci dowód.
„Hejka, to mój blogasek”
Ci, którzy żyli w czasach rozkwitu blogosfery, pamiętają, jak masowe było to zjawisko.
Założenie bloga było czymś tak naturalnym jak oddychanie.
Bardzo często schemat był prosty: założenie bloga, opublikowanie posta powitalnego, potem drugiego, trzeciego i…
Blog kończył swój żywot.
„Hejka, to mój podcast”
Okazuje się, że podobnie jest w świecie podcastów.
Zdecydowana większość twórców wypala się, zanim zdąży się rozpędzić.
Zerowe efekty po kilku pierwszych odcinkach skutecznie studzą zapał i wygaszają chęć kontynuowania tej przygody.
Co ciekawe, również autorzy newsletterów wykazują się takim właśnie słomianym zapałem.
„Hejka, to mój newsletter, który będę pisał codziennie przez rok”
Nie pamiętam, jaka dokładnie była zapowiedź newslettera Patryka Szczepaniaka, ale pamiętam, że podchodziłem do tego projektu ze sporą rezerwą.
Codzienny newsletter pisany przez cały jeden rok?
To się nie uda.
Albo autor się wypali i przerwie po miesiącu swój eksperyment, albo dowiezie go do końca, ale nabawi się nieuleczalnej alergii na pisanie takich treści.
Taka była moja diagnoza.
Nie wiedziałem jednak wtedy o supermocy bohatera tego artykułu. Nie sądziłem, że jest tak uparty i konsekwentny.
Dziś widzę, jak powoli zmierza do finału.
Tak, posypuję głowę popiołem.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego wyczynu.
Każdy numer newslettera ma tę samą budowę
Jedna scenka z życia Patryka i jedna świetna marketingowa porada.
Przyznam, że za każdym razem, kiedy czytam maila od niego, przewijam historię z życia, żeby dobrać się do mojego ulubionego smakołyku, czyli do marketingowego „mięska”.
To właśnie ono jest najcenniejszym zasobem tego newslettera.
➡️ Zobacz więcej dobrych pomysłów:
Pytanie do publiczności
Gdybym jednak był Patrykiem, zapytałbym czytelników, które rzeczy są dla nich najbardziej wartościowe.
Po co tu przychodzą, co ich tu przyciąga, a co ledwie tolerują.
Zrobiłbym to… z czystego lenistwa.
Po to, żeby nie marnować energii na coś, co czyta niewielki procent odbiorców.
Żeby przekierować swoje siły i czas na to, co dla nich najważniejsze.
Teoretycznie mógłbym być ojcem Patryka, stąd mój zapał w oszczędzaniu życiowej energii.
Osobiście usunąłbym
z tego newslettera historie z życia wzięte i całą pozostałą otoczkę.
Zamiast tych historii robiłbym coś innego.
Na dole maila umieszczałbym jedno aktualne (nawet kiepsko zrobione zdjęcie) z Krakowa + jakiś podpis do niego.
Kto i co byłoby na takim zdjęciu, to już kwestia do ustalenia.
To samo zdjęcie wrzucałbym na LinkedIn, dodając do posta jakiś smaczek z newslettera i zachętę do zapisania się na niego.
Dzięki temu odróżniłbym się od użytkowników publikujących np. przeładowane treścią infografiki wygenerowane przez AI (których nikt nie czyta 😉
A potem poszedłbym drogą Josha Spectora
Człowieka, który prowadzi codzienny (lub prawie codzienny) newsletter na podobny temat.
Jego maile są niesłychanie minimalistyczne.
Zero czegokolwiek, co odciąga od tematu.
Zdanie opisu i link.
Maksymalnie 3 linki w mailu.
Pamiętam, że w pierwszej chwili, kiedy zobaczyłem takiego maila, miałem mieszane uczucia.
A dziś naprawdę chętnie czytam wiadomości od niego.
Podejrzewam, że właśnie dlatego, że nie przeciążają mojego „procesora” 🙂
🎁 Prezent dla Patryka
Na koniec mam dla bohatera tego artykułu mały prezent.
Zaproszenie na darmową konsultację dotyczącą contentu.
To również zaproszenie dla Ciebie, drogi czytelniku.
🍰 Szkoła pisania na LinkedIn (bez AI)
To miesięczne szkolenie jeden na jeden, przez maila.
Zobacz darmową próbkę (bez żadnych zobowiązań):
➡️ Kliknij tutaj i dowiedz się więcej