[51] Mam lepszy pomysł na posty Dawida Muskusa

Człowiek z głową do handlu

Dawid Muskus jest dyrektorem sprzedaży i marketingu. Jak sam pisze o sobie:

„od 25 lat łączę sprzedaż, marketing i operacje, generując i wdrażając własne pomysły, tworząc zespoły i poprawiając wyniki”.

Komentarz Dawida pod moim postem

Niedawno opublikowałem informację o tym, że wkrótce będę uczył ludzi, jak pisać na LinkedIn, ponieważ otwieram „szkołę pisania na LinkedIn bez AI”.

Dawid Muskus skomentował to tak:

„Uwielbiam Cię czytać. Serio. Robisz to świetnie, przyciągasz już pierwszym zdaniem. Ale mam pewną wątpliwość.

Czy tego da się nauczyć? Moim zdaniem nie. Albo to masz, albo nie.

I to nie piłka nożna czy inny sport gdzie uderzysz piłkę milion razy i w końcu coś wyćwiczysz.

Oczywiście możesz nauczyć się konstrukcji tekstu, formułowania sztywnych zdań, frazesów itd. Ale jeśli to nie będzie „Twoje”, to nie zaciekawisz odbiorcy.

Być może się mylę. Ba! Zakładam nawet, że się mylę, ale mam tyle przykładów dookoła, a jeszcze żadnego, który udowodniłby, że da się to zmienić z biegiem czasu i doświadczenia”.

Dawid w jednym ma rację

Jeśli to, co piszemy, nie będzie „nasze”, to nie zaciekawimy odbiorcy.

Chyba, że jesteśmy copywriterami, którzy potrafią wzbudzić w sobie entuzjazm do produktów, które ani ich nie ziębią, ani nie grzeją.

Jeśli jednak nie jesteś człowiekiem z tej branży, to faktycznie ciężko będzie ci taki entuzjazm z siebie wykrzesać.

Jakie jest rozwiązanie?

Uważam, że każdy może pisać świetne posty.

I nie chodzi mi o to, że wystarczy nauczyć się paru technicznych rzeczy.

To oczywiste, to podstawy podstaw.

Chodzi o coś zupełnie innego.

Jeśli chcesz pisać wyróżniające się posty, musisz zbudować wehikuł, który poniesie twoją osobę w świat mediów społecznościowych.

Tym wehikułem jest… dobry pomysł.

Dobry pomysł, czyli taka koncepcja, która będzie na tyle atrakcyjna dla wszystkich trzech stron (dla autora, czytelników i przyszłych klientów), że posty będą generowały się niemalże samoistnie.

I za chwilę taką koncepcję dla Dawida stworzę.

Post o Biedronce i Żabce

Przejrzałem profil Dawida.

Znalazłem informację o tym, że jego posty wygenerowały w 2026 roku już milion wyświetleń.

Lwią część tego wyniku wykręcił jeden post o córce Dawida, Żabce i Biedronce.

I to właśnie on zwrócił moją uwagę.

Wiral Dawida:

„Mam w domu 2 córki: 17 i 10. Obie zapatrzone konsumencko z Żabkę. Płacą kilkadziesiąt % więcej, trwonią część kieszonkowego – ale codziennie obowiązkowy przystanek w Żabie.

Rozmowa z córką:

Ja (Boomer):
Majka, wytłumacz mi dlaczego codziennie po drodze do szkoły stajemy pod Żabką, kiedy mijamy kilka Biedronek? Tam jest taniej min 30%.

Majka (Gen Z):
Tata, ja tam zmarnuje 5 min swojego życia i mnóstwo nerwów. W Żabce czekasz max 1 minutę.

Dzień później, po drodze do szkoły, zaskoczyłem córkę i stanąłem pod Biedronką. Powiedziałem, że nie lubię teoretyzować, a faktycznie zmierzyć różnicę. Córka (z charakterystyczną miną Generacji Zet), kupiła ulubiony zestaw produktów, oszczędzając 8 zł (ok 35%). Ale… od momentu wejścia do sklepu, do momentu wyjścia – 8 minut (słownie: OSIEM). Kasa samoobsługowa. Może to przypadek, może normalnie byłaby 5min – nie wiem. Stwierdzam fakty podczas tego jednego doświadczenia.

Przegrałem na argumenty. Nie dziwię jej się. Różnica jest kolosalna, dlatego woli przepłacać, niż czekać i się denerwować. Dla tego pokolenia to kluczowe. I chociaż w skali miesiąca traci ok 200 zł, to jest to koszt spokoju i 8 min dłuższego spania. Codziennie.

I możemy sobie wmawiać, że to dwa różne formaty i te sieci mają różne cele. Nie. Walczą o tego samego klienta. Klienta, który za kilka lat będzie wybierał sklep do codziennych zakupów. I raczej nie wybierze portfelem – bo wygoda i czas wygrają z ceną. Bo to pokolenie jest inne. Wybiorą wspomnieniami.

To potencjalnie najlepszy klient – chodzi codziennie, codziennie możesz go „stymulować” innymi reklamami i promocjami. On nie potrafi planować, nie kupuje na zapas, bo nie wie, czy jutro będzie miał ochotę na to samo. On jutro musi wstać, żeby postanowić co chce kupić”.

Jeśli coś działa…

Swego czasu w newsletterze Barbary Piasek znalazłem zdanie: jeśli coś działa, zduplikuj to.

U Dawida zadziałał właśnie ten jeden post.

Głównie przez lekką kontrowersję, która stała się paliwem dla całej masy komentarzy.

Ale drugim składnikiem tego sukcesu był temat bliski wielu czytelnikom (w końcu każdy z nas chodzi do któregoś z tych sklepów).

Post zadziałał, dlatego Dawid powinien zduplikować ten format.

Ale nie tak, jak mogłoby się to w pierwszej chwili wydawać.

Pomysł na 2 formaty postów

Wymyśliłem dla Dawida dwie koncepcje oparte luźno na tym wiralowym poście.

Pierwszy format posłuży do budowania wizerunku eksperta w branży, a docelowo do zdobycia pracy.

Drugi: do budowania szerokich zasięgów wśród „zwykłych” użytkowników LinkedIna i w dłuższej perspektywie… również do zdobycia pracy.

Celuj w Księżyc

Patrick Süskind napisał kiedyś następujące zdanie: „Celuj w Księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami”.

Poniższy pomysł jest takim właśnie szalonym lotem na Księżyc.

Gdybym był Dawidem, pisałbym posty o moim fikcyjnym sklepie.

Sklep nazwałbym „Muskus” albo „Myszka” (łac. nazwa myszy to mus musculus).

W kolejnych odcinkach z tego cyklu informowałbym czytelników o tym, co w tym moim sklepie pożyczam z realnie istniejących sklepów (Lidla, Żabki, Dino itp.).

Brałbym z nich tylko te rozwiązania, które sam uważam za najlepsze.

Pokazywałbym również, skąd do mojego sklepu pozyskuję towar, jak negocjuję z dostawcami, jak buduję zespół, jak robię marketing i tak dalej.

Dlaczego poszedłbym w tym kierunku?

Ponieważ fikcyjny dziś „sklep Muskus” może w przyszłości się zmaterializować.

W wersji minimum: może stać się firmą świadczącą usługi lub oferującą produkty dla firm z branży handlowej

Przede wszystkim jednak, dzięki postom o sklepie, którego nie ma, zwróciłbym uwagę ludzi z branży (decydentów).

Budując fikcyjny sklep, pokazując w sprytny sposób, co u realnie istniejącej konkurencji jest dobre, przemycałbym swoją ekspercką wiedzę i pokazywał wieloletnie doświadczenie.

Posty dla szerokiej publiczności

W drugim rodzaju postów brałbym na warsztat jakiś pojedynczy element sklepu danej marki (np. stoisko z pieczywem).

Następnie pytałbym ludzi, co im się w tym elemencie podoba / nie podoba.

Dodatkowo pisałbym: „gdybym pracował dla Biedronki / Kauflandu / Żabki, to rozwiązałbym ten właśnie problem tak i tak”.

Propozycja dla Dawida

Jako autor tych dwóch koncepcji chętnie pomogę Dawidowi z ich realizacją.

Propozycja dla Ciebie

Jeśli robisz to, co Dawid i chcesz tworzyć posty, które zwrócą na Ciebie uwagę przyszłych klientów, tu znajdziesz darmową konsultację dotyczącą Twoich treści.

Jestem copywriterem z ponad 14-letnim stażem.

Zobacz długą listę moich klientów

Wypróbuj moją szkołę pisania (za darmo)

Na zakończenie mam dla Ciebie zaproszenie do mojej szkoły pisania na LinkedIn bez AI.

To miesięczne szkolenie jeden na jeden, przez maila.

Zobacz darmową próbkę (bez żadnych zobowiązań):

Kliknij tutaj i dowiedz się więcej