[69] Mam lepszy pomysł na posty Kingi Szostko

Obca planeta

Kinga Szostko robi coś, czego nikt inny nie chce się podjąć.

Codziennie nurkuje w szambie, które dla niepoznaki zwane jest mediami społecznościowymi.

Monitoruje socjale, szczególnie TikToka, szukając w nich wszystkiego, co może zaszkodzić dzieciom.

Lektura jej postów jest dla rodziców jak nagły upadek z orbity i wylądowanie twarzą na powierzchni obcej planety.

Ale nie na Marsie, po którym spacerował wesoły Matt Damon w filmie „Marsjanin”, tylko na planecie rodem z chorej wyobraźni zboczonego scenarzysty.

Najgorsze jednak jest to, że historie opisywane przez Kingę Szostko są jak najbardziej prawdziwe.

I co szczególnie bulwersujące, dotyczą dzieci.

Niektóre jej posty są tak drastyczne, że po ich lekturze człowiek ma ochotę wstać, zamknąć laptopa i wyjść z domu, żeby to rozchodzić.

Czy można zrobić to lepiej?

Patrząc od strony zasięgów, reakcji i innych oznak zainteresowania treściami, Kinga Szostko robi to znakomicie.

Dzięki jej pracy rodzice mogą wreszcie przejrzeć na oczy, wyjść ze swojej bańki i zajrzeć do świata, który (ich zdaniem) w ogóle nie istnieje.

Nawet jeden post z jej profilu może sprawić, że rodzic zainteresuje się tym, co klika jego dziecko, kiedy mówi, że „to jest mi potrzebne na jutro do szkoły”.

Dlatego znalezienie pomysłu na ulepszenie tego, co świetnie u Kingi działa, nie było proste.

Ale zacznijmy od początku.

Trendowaty rodzic, trendowate dziecko

Przeglądając LinkedIna, można zauważyć ciekawe zjawisko.

Kiedy dochodzi do jakiejś afery lub innego medialnego wydarzenia, użytkownicy wpadają w trans.

Zaczynają jeden po drugim publikować posty na ten właśnie temat. Desperacko próbują załapać się na rosnącą falę, żeby na niej popłynąć.

Naśladują modne trendy, zamiast samodzielnie wykreować choć jeden swój.

To samo dzieje się w miejscach tłumnie odwiedzanych przez dzieci, które opisuje Kinga Szostko.

Sociale jawią się w nich (słusznie) jako siedlisko patologii, w których bycie „trendowatym”, czyli wiernie podążającym za najnowszymi trendami, jest dla dziecka powodem do dumy.

W efekcie dzieci funkcjonują w dwóch równoległych światach: realnym i tym, do którego wolałby nie zapraszać żadnego rodzica.

Sytuacja wydaje się patowa. Media nie zamierzają nic z tym robić, politycy nabierają wody w usta, a rodzice żyją w błogiej nieświadomości.

Tymczasem w chwili, gdy czytasz to zdanie, jakiemuś dziecku jest właśnie łamany kręgosłup i przetrącane jest dzieciństwo, bo nikt mu nie powiedział, że po tym świecie chodzą ludzie, którzy wstają codziennie rano tylko po to, żeby im zaszkodzić.

Jak więc rozwiązać problem, który wydaje się nie mieć rozwiązania?

Zło dobrem zwyciężaj

Posty Kingi Szostko znakomicie ujawniają patologie toczące dzisiejszy internet.

Ale (moim zdaniem) zatrzymują się w połowie drogi, zostawiając czytelnika z potężną dziurą w klatce piersiowej.

Trochę to wygląda jak wizyta u lekarza, który stawia dramatyczną diagnozę, a potem od razu prosi kolejnego pacjenta, zamiast przynajmniej z grubsza pozszywać tego pierwszego.

Dlatego myślę, że mając tak dużą moc oddziaływania, Kinga Szostko mogłaby publikować również treści pokazujące rodzicom, że można wygrać tę wojnę.

Chodzi na przykład o posty pokazujące pozytywne przykłady tego, co dzieci i młodzież robią w sieci.

O przykłady tego, co warto pokazać swojemu dziecku jako inspirację, która może przerodzić się w zainteresowanie, a potem w pasję.

Sam znam przynajmniej kilka osób, które dziś pomagają młodemu pokoleniu wykorzystać drzemiący w nim potencjał do życia na pełnej petardzie.

Prosta instrukcja dla rodzica

Chodzi mi również o większy nacisk na umieszczanie w postach instrukcji działania (dla rodziców).

Czyli: „Dzieci robią teraz to i to. Dlatego ty, rodzicu, możesz temu przeciwdziałać, robiąc to i to. Na początek zrób jeden mały krok. Tylko ten jeden mały krok”.

Kładłbym nacisk na właśnie taką małą, prostą rzecz, która zapoczątkuje zmianę.

A gdybym nie miał pomysłu na jakąś konkretną receptę za każdym razem, wymyśliłbym jedną rzecz, którą powtarzałbym w kółko w każdym poście.

Na przykład: „Powiedz dziś dziecku, że dobrze, że jest”.

Albo: „Przytul dziś swoje dziecko, zanim pójdzie spać”.

Dlaczego?

Bo takie uporczywe powtarzanie choćby jednego właściwego komunikatu (przy tak dużych możliwościach dotarcia do rodziców, jakimi dysponuje Kinga Szostko) naprawdę może zmienić świat!

Zmień znak na przeciwny

Wracając jeszcze do szkodliwych trendów.

Wiem, że zabrzmi to kontrowersyjnie, ale niektóre patologiczne schematy można wykorzystać do dobrych celów.

Wystarczy usunąć z nich toksyczne składniki albo zmienić wektor na przeciwny. Albo wykreować trend, który zastąpi ten szkodliwy.

Przykład: trend z malowaniem się 10-latek można pokonać, kreując wśród dorosłych kobiet trend na niemalowanie się.

Wiem, przykład toporny i nieprzemyślany, ale chodzi mi o sam mechanizm.

Parafrazując słowa pewnego polskiego polityka: nie walczmy z trendami, twórzmy swoje!

Stwórz antidotum

Na posty Kingi można spojrzeć również z innej perspektywy.

Każdy opis jakiejś patologii to równocześnie zakamuflowana diagnoza tego, czego dzieciom i młodzieży brakuje.

A skoro wiadomo, na co pacjent jest chory, to wiadomo również, co będzie najlepszym anitidotum na jego problemy.

Mówiąc biznesowo, treści Kingi Szostko pokazują ból klienta. Ból, który domaga się jak najszybszego uśmierzenia.

Jeśli ktoś szuka pomysłu na życiową misję, na tym profilu z pewnością ją odnajdzie.

Zmęczenie materiału

Jest jeszcze jedna rzecz, która przemawia za publikowaniem również tych bardziej pozytywnych treści.

Otóż widząc codziennie jakiś opis patologii, zaczynamy przymykać na to oko. Przestajemy czytać posty, w których codziennie pojawia się to samo, tylko w innej konfiguracji.

To właśnie takie stopniowe zobojętnienie czytelników jest największym wrogiem działalności Kingi Szostko.

Nie mówiąc o tym, jak bardzo obciążające psychikę autorki jest czytanie i oglądanie tak patologicznych treści. Nie wiem, jak Ty, ale ja nie dałbym rady mierzyć się codziennie z czymś takim.

Dodając więcej pozytywów, można przełamać rutynę i skutecznie przyciągnąć tych, których drastyczne treści odpychają.

Podsumowując

Profil Kingi Szostko to bez dwóch zdań jedno z tych miejsc na mapie LinkedIna, które każdy rodzic powinien przynajmniej raz w życiu odwiedzić.

Wiem, że dodanie tego pozytywnego pierwiastka może nieco rozmyć przekaz, ale myślę, że warto przynajmniej spróbować.

A jeśli się nie uda, to znam gościa, który znajdzie inny lepszy pomysł 🙂

Rada dla Ciebie, drogi czytelniku

Dzięki LinkedInowi można dziś dotrzeć do milionów ludzi w Polsce.

Jeśli robisz coś wartościowego, dołącz do ludzi, którym pomagam tutaj zabłysnąć.

Zacznij od darmowej próbki (bez żadnych zobowiązań):

(30 września to ostatni dzień, by zrobić to taniej)