Z czym kojarzy się agent ubezpieczeniowy?
Wiem, że poniższa scenka jest przerysowana, ale wielu z nas ma zakodowany właśnie taki obraz przedstawicieli tego zawodu:
Jak działają agenci na LinkedIn?
Robią to w dwojaki sposób: pisząc posty oraz wysyłając prywatne wiadomości.
Co ciekawe, robią to w bardzo podobny sposób.
Niezbyt skuteczny sposób, moim zdaniem.
I właśnie w tym widzę Twoją szansę na odróżnienie się od konkurencji.
Jestem introwertykiem,
więc nigdy przez myśl nie przeszło mi, żeby zostać agentem ubezpieczeniowym.
Aż do dziś.
Zanim jednak opiszę mój pomysł na wejście do tej branży, wrócę na chwilę do postów oraz wiadomości prywatnych.
Pomysł na posty na LinkedIn
Posty agentów ubezpieczeniowych są dość schematyczne.
Albo jakieś mrożące krew w żyłach statystyki, albo jakieś mądre cytaty znanych ludzi, albo historie desperacko „chwytające za serce”.
Na końcu takich opowieści jest wezwanie do działania, czyli „kup ode mnie polisę, bo inaczej będzie źle”.
Bycie agentem na LinkedIn to orka na ugorze, bo nikt z nas nie lubi czarnowidzów.
Każdy odsuwa od siebie informacje burzące tak ciężko osiągnięty święty spokój.
Jakby tego było mało, sami agenci traktują siebie śmiertelnie poważnie.
A przecież można pójść w zupełnie inną stronę, żeby w prosty sposób zdobyć rozpoznawalność na LinkedIn.
Wystarczy zacząć… śmiać się z samego siebie.
Od czasu do czasu zakpić ze stereotypowego wizerunku agenta ubezpieczeniowego.
Wystarczy zostać saperem, który zdaniem po zdaniu, postem po poście rozbraja miny, jakie użytkownicy LinkedIn robią na widok treści z tej branży.
Oczywiście nie można heheszkować przez cały czas.
Trzeba cyklicznie przypominać o tym, czym się zajmujemy, żeby ludzie wiedzieli, do kogo się udać w razie potrzeby.
Jestem jednak przekonany, że taka zmiana klimatu to coś, czym można byłoby niemalże bez wysiłku podbić linkedinowy świat.
Pomysł na wiadomości prywatne
A jak pisać privy, żeby nie spalić od razu kontaktu?
Gdybym był takim agentem, wziąłbym pod uwagę jedną rzecz.
To, że w tej pracy liczą się relacje.
Długoletnie, trwałe relacje.
Dlatego pod żadnym pozorem nie wyjeżdżałbym ze swoją reklamą „na pierwszej randce”.
Na drugiej, trzeciej i dziesiątej też.
Zacząłbym rozmowę od jakiegoś fajnego nawiązania do treści posta opublikowanego przez rozmówcę.
Od zwykłego pytania dotyczącego posta.
Od prośby o wyjaśnienie czegoś.
Potem komentowałbym czasem posty takiej osoby, żeby nie stracić kontaktu.
Szansa, że budując z kimś długofalowe relacje uda się sprzedać polisę jest (moim zdaniem) dużo większa niż wtedy, gdy osoba po drugiej stronie od razu dostaje od nas w twarz ofertą „kup teraz”.
Pomysł na coś szalonego
Pisząc ten tekst, przyszedł mi do głowy pomysł na „agencję ubezpieczeniową”.
Ale inną niż wszystkie.
Na taką, w której różne, naprawdę różne problemy ludzi byłyby na pierwszym miejscu.
Agencja byłaby serwisem internetowym, w którym polisy byłyby sprzedawane „przy okazji”, zupełnie naturalnie, bez nachalnego machania ofertą przed nosem.
Zresztą, za monetyzację mógłby tu nawet odpowiadać program partnerski firm ubezpieczeniowych.
Ważne, że rdzeniem tego miejsca byłoby niesienie pomocy.
Czy przez jakąś społeczność czy w inny sposób? Tego jeszcze nie wiem.
Zajmę się tym, jak tylko uruchomię serwis dla mężczyzn szukających dobrej żony 🙂
Pierwsza propozycja: darmowa konsultacja dla agentów ubezpieczeniowych
To konsultacja dotycząca treści, które teraz publikujesz.
Powiem Ci, co można zrobić lepiej.
Jestem copywriterem z ponad 14-letnim stażem.
Znam się na swojej robocie 🙂
Druga propozycja: dla agentów, którzy chcą humorem podbić LinkedIn
Druga propozycja jest prawie darmowa.
To zupełnie nowa usługa.
W jej ramach radykalnie ulepszam linkedinowe posty albo biuletyny, zanim zostaną opublikowane.
Ty przesyłasz szkic posta, ja robię z niego petardę.
Pierwszy post jest gratis (bez żadnych zobowiązań).
Napisz do mnie, jeśli chcesz w swoich postach przełamywać stereotyp agenta ubezpieczeniowego.