Najpierw przeczytaj początek tej historii:
Co robię, żeby zdobyć klienta? Trzy rzeczy:
1. Personalizuję moją aplikację.
2. Wchodzę w buty osoby będącej po drugiej stronie.
3. Szukam pomysłu na to, jak pomóc drugiej stronie zarobić.
Jak to robię?
1.
Przede wszystkim do aplikowania używam własnej strony internetowej.
Ale jeśli nie masz swojej strony, nic straconego.
Możesz założyć profil na LinkedIn, a następnie użyć formatu artykułu jako zamiennika dla osobistej strony www.
Wracając do tematu: na mojej stronie tworzę zakładkę poświęconą wyłącznie temu przyszłemu klientowi.
Dzięki temu moja aplikacja może zawierać grafikę, filmy, portfolio czy chociażby formularz kontaktowy.
Klient ma wszystko w jednym miejscu.
Może też przeklikać się do różnych miejsc na mojej stronie, poczytać artykuły z mojego bloga itp.
Jeśli masz tylko profil na LinkedIn, to artykuł stworzony pod klienta może być taką Twoją małą stroną internetową: z menu, odnośnikami do innych artykułów, zdjęciami, wykresami, filmami itp.
Co więcej, taki artykuł może być również Twoją reklamą, bo po kliknięciu „opublikuj” zobaczą go inni ludzie.
Już samo to, że tworzysz zakładkę / artykuł wyłącznie pod danego klienta, pokazuje drugiej stronie Twoje spersonalizowane podejście.
Osoba po drugiej stronie widzi, że nie dostała jakiejś masówki, szablonu.
2.
Można pójść jeszcze dalej i stworzyć całą stronę internetową pod klienta.
Strona może być postawiona na subdomenie Twojej strony albo… na zupełnie osobnej domenie.
W tym drugim przypadku można sobie pozwolić np. na adres: DlaImięiNazwiskoKlienta . pl
Koszt?
Subdomena jest darmowa.
Nowa domena to kilka(naście) złotych, jeśli masz swój hosting.
Wrażenie, jakie zrobisz na pracodawcy: bezcenne.
Wystarczy, że opanujesz jakiś prosty, darmowy szablon, a produkcja takich aplikacji będzie dla Ciebie bułką z masłem 🙂
3.
Dwa powyższe pomysły bledną przy tym, co teraz przeczytasz.
Najbardziej pracochłonnym podejściem jest stworzenie strony internetowej, która mogłaby być częścią biznesu przyszłego klienta / pracodawcy.
Strona nie musi być obłędna wizualnie.
Wręcz przeciwnie, może być zupełnie prosta.
Ważne, żeby zawierała wszystko, co w takim biznesie będzie potrzebne.
Idealnie, jeśli przez jakiś czas poprowadzisz ją samodzielnie, wypełnisz ją treścią.
Jeszcze lepiej, jeśli pokażesz ją ludziom, wybadasz zainteresowanie internautów, zbierzesz opinie, dodasz do niej media społecznościowe itp.
Najlepiej, jeśli zobaczysz, sprawdzisz, przetestujesz, co w niej działa, co „żre”, a co ludzie omijają szerokim łukiem.
Używając terminologii ogrodniczej, taka strona będzie „sadzonką”, którą Twój przyszły klient / pracodawca będzie mógł posadzić u siebie.
A wówczas Ty staniesz się osobą odpowiedzialną za tę nową odnogę jego biznesu.
Z czasem możesz zostać szefem zespołu, który ten nowy biznes będzie rozwijał.
A przy dobrych wiatrach nawet… wspólnikiem.
Przyznasz, że to o wiele ciekawsza perspektywa niż bycie zwykłym pracownikiem, który w każdej chwili może zostać zwolniony.
Czy to działa?
Ostatnio zrobiłem taki właśnie test.
Zaproponowałem szefowi pewnej firmy, że stworzę u niego zupełnie nowy dział.
Pokazałem mu stronę, którą rozwijałem od pewnego czasu. Wyjaśniłem, jak można byłoby na tym zarabiać.
Wynik?
Klient bardzo szybko wyraził zainteresowanie.
Teraz piłka jest po jego stronie.
Ale to nie wszystko.
Poszedłem za ciosem i kupiłem domeny, z których będę tworzył kolejne „sadzonki”.
Jeśli nie uda mi się zainteresować nimi ludzi z różnych firm, będę przynajmniej miał punkt wyjścia do rozwijania tego samodzielnie.
I właśnie o to chodzi w tym podejściu.
Cokolwiek się stanie: i tak wygrywasz 🙂
Wygrywasz również z dużo bardziej prozaicznych powodów.
Zaczynasz myśleć biznesowo, uczysz się nowych umiejętności, zmuszasz siebie do intensywnego wysiłku umysłowego, nawiązujesz nowe kontakty, szukasz sposobów na marketing itd.
Chcesz o coś zapytać?
Napisz do mnie:
Chcesz rozwinąć ten pomysł ze mną?
Zobacz:
– kim jestem (kliknij)
– dla kogo pracowałem (kliknij)
– co sądzą o mnie klienci (kliknij)
– i co mogę dla Ciebie zrobić (kliknij).