Kiedy Leslie Nielsen umierał,
znał go cały świat. Sława spadła na niego, gdy dobijał do sześćdziesiątki. Czekał więc na swój czas o wiele dłużej niż Louis de Funes. Ale nie to było w jego życiu najgorsze.
Najgorsze było to, że przez 35 lat kariery aktorskiej był obsadzany w złych rolach.
Wysoki, szczupły, przystojny, lekko szpakowaty mężczyzna był dla producentów uosobieniem kogoś rozsądnego, spokojnego, obdarzonego charyzmą.
Na przykład kapitana statku kosmicznego albo dowódcy okrętu pasażerskiego.
Wcielał się w przeciwieństwo tego, kim w rzeczywistości był, bo po wyłączeniu kamer regularnie rozśmieszał wszystkich swoim humorem.
Tym bardziej dziwi fakt, że nikt z jego otoczenia nie połączył tak ewidentnych kropek.
Każdy kolejny reżyser obsadzał Nielsena wbrew jego naturalnym predyspozycjom.
I byłoby tak pewnie przez kolejne lata, gdyby nie przypadek.

Dlaczego to moja (i Twoja) historia?
Nie wiem jak Ty, ale od zawsze czułem, że gram w nie swoim filmie.
Czułem, że nie jestem na swoim miejscu.
I rzecz chyba najgorsza:
czułem, że w moim życiu wszystko dzieje się przypadkowo. Bez mojej wiedzy, bez możliwości wpływania na cokolwiek.
Wróćmy do Nielsena
Kiedy przez 35 lat pracy robisz w kółko to samo, to możesz założyć, że tak już będzie do końca.
Ale wtedy pojawia się szansa jedna na milion.
Twórcy filmu „Czy leci z nami pilot” szukają aktorów, którzy z kamienną twarzą będą wygłaszać absurdalne kwestie.
Kręcą komedię, ale nie chcą angażować do niej ludzi kojarzących się z tym gatunkiem filmowym.
Leslie Nielsen w tamtym czasie kojarzy się widzom ze wszystkim, tylko nie z humorem, zwłaszcza tak zwariowanym.
Finalnie trafia do obsady, dostając niepowtarzalną szansę zrobienia czegoś, o czym od co najmniej 35 lat marzył.
Reszta jest już znana.
Gorzka puenta
Autor filmiku o Nielsenie, który zainspirował mnie do napisania tego artykułu, dodaje na koniec gorzkie słowa.
„Czasami problem polega na tym, że przez lata robimy dokładnie to, w czym jesteśmy DOBRZY, ale niekoniecznie to, do czego tak naprawdę jesteśmy STWORZENI”.
Właśnie tak czułem się, będąc najpierw skrzypkiem i pianistą, potem studiując archeologię i język chiński, prowadząc własny sklep czy będąc copywriterem.
W każdej z tych rzeczy byłem co najmniej dobry, ale nigdy nie czułem, że właśnie do tego jestem stworzony.
Nigdy.
Zawsze uważałem to za etap przejściowy, który muszę jakoś przetrwać, zagryzając zęby, żeby dotrzeć do właściwego celu podróży.
Znasz ten ból? Mam nadzieję, że nie, bo to ogromnie frustrujące uczucie.
Nie chcę Cię jednak zostawiać wbitym w glebę i zmieszanym z błotem.
Słodka puenta
Choć przez całe życie czułem, że jestem obsadzony w nie swoim filmie, to dziś wiem coś, co pozwala mi oddychać spokojnie, czekając na dalszy rozwój scenariusza.
Zaczynam powoli zauważać, że każdy etap jest w jakiś sposób potrzebny, bo prowadzi do następnego.
Gdyby Leslie Nielsen nie grał poważnych bohaterów, nikt nie zaproponowałby mu roli w „Czy leci z nami pilot”, czyli w filmie przełomowym dla tego gatunku.
Czy gdyby ktoś wcześniej zauważył jego talent komediowy, to czy zrobiłby wcześniej karierę i stał się tak rozpoznawalny? Moim zdaniem, nie.
W jego przypadku wszystkie korzystne zbiegi okoliczności spotkały się w jednym miejscu i czasie.
Jak więc zmarnować sobie życie?
Przepis jest prosty.
Zacznij patrzeć na swoje życie fragmentarycznie. Na każdy jego etap z osobna.
Patrz na sytuację, w której obecnie jesteś, bez żadnego kontekstu.
Zapomnij o tym, kim byłeś 10, 20, 30 lat temu. Zapomnij o tym, z jak niskiego poziomu startowałeś.
Przestań myśleć o tym, że każdy etap prowadzi do kolejnego.
Myśl o momencie, w którym teraz jesteś, jako o SZCZYCIE Twoich życiowych osiągnięć.
Gwarantuję Ci, że będzie bolało.
Bardzo!
Co to da?
Pięknego doła. Załamanie, smutek, czarne myśli.
Każda taka myśl zajmie Ci czas, który mógłbyś spożytkować na coś sensownego.
Na przykład na przygotowanie się do zaatakowania kolejnego Everestu w swoim życiu.
Na karierę, która dopadnie Cię w wieku 60 lat, gdy będziesz myślał, że o życiu wiesz już wszystko i nic dobrego już Cię nie spotka.
Jaki będzie Twój kolejny etap?
Masz jakiś plan?
Mój jest prosty, choć nie ukrywam, że mnie zaskoczył.
Jeszcze 3 miesiące temu nie wiedziałem, że odkryję w sobie zupełnie nowy talent.
Talent, który tak naprawdę towarzyszył mi od dziecka i nigdy nie uważałem go za supermoc.
Dziś robię coś, co realnie zmienia życie wielu ludzi.
Przygotowuję ich do zdobycia kolejnego Everestu.
Pomagam wejść w kolejny, o wiele bardziej satysfakcjonujący etap życia.
Nie robiłbym tego, gdybym nie zaznał BÓLU, o którym napisałem powyżej.
Dzięki niemu wiem, jak to jest grać w nie swoim filmie.
Dlatego zrób teraz jedną rzecz:
Jeśli to, co napisałem, jest Ci bliskie, zobacz 🎁 darmową próbkę czegoś, co „namiesza” Ci w głowie.
Na pierwszy rzut oka to tylko szkoła pisania na LinkedIn.
W rzeczywistości to coś dużo poważniejszego.
Kliknij, a nie pożałujesz!