[65] Mam lepszy pomysł na biznes, który nie wyssie z Ciebie życia (wywiad)

Wywiad z Aurelią Wieczorek


Kim jesteś?

Jestem Aurelią.
Jestem szczęśliwym człowiekiem.
Jestem optymistką.

Mam naturalną potrzebę patrzenia na świat szerzej i głębiej.

Odkąd pamiętam, zamiast skupiać się na tym, co nie działa, zastanawiam się, co można z tym zrobić. Co jeszcze jest możliwe. Gdzie jest rozwiązanie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka go nie widać.

Jak opisałabyś swoje podejście do życia?

Lubię szukać jasnej strony rzeczywistości. Wierzę, że zawsze wszystko działa na moją korzyść.

I bardzo mocno wierzę w ludzi. Nawet wtedy, kiedy oni sami jeszcze w siebie nie wierzą.

Zawsze zostawiam przestrzeń na to, że człowiek może się zmienić, czegoś nauczyć, zobaczyć coś inaczej, podjąć inną decyzję. Nie lubię zamykać ludzi w etykietach, diagnozach i historiach o tym, jacy już są.

Bo przecież każdy z nas jest w drodze. Bardzo lubię to określenie: Kobieta w Drodze. Człowiek w Drodze.

Dlaczego w drodze, a nie u celu?

Bo bycie w drodze jest wielowarstwowe i wielowymiarowe.

Możemy być w drodze zawodowej, osobistej, w relacji, w zmianie, w poszukiwaniu odpowiedzi. Możemy być w drodze do czegoś, od czegoś, a czasem po prostu Drogą jest życie.

Sama jestem w tej drodze od zawsze. Dużo przeżyłam, dużo zbudowałam, wiele razy zmieniałam zdanie.

Nadal pytam, sprawdzam, przyglądam się i czasem dochodzę do zupełnie innych wniosków niż te, które miałam wcześniej.

Lubię brać rzeczy pod lupę. Podważać to, co zostało uznane za oczywiste. Szukać tego, co jest pod spodem.

Pewnie dlatego tak często widzę w drugim człowieku coś, czego on sam jeszcze nie dostrzega.

Co jeszcze dodałabyś do pełnego obrazu Twojej osoby?

Oczywiście mogłabym opisać siebie poprzez role, które pełnię i których dane mi jest doświadczać.

Jestem żoną, mamą, przedsiębiorczynią. Jestem córką, siostrą i przyjaciółką. Jestem mentorką i kobietą, która od wielu lat jest związana z biznesem.

Tylko po co? 😉

Dla mnie najciekawsze jest to, kim jestem wtedy, kiedy nie patrzę na siebie przez pryzmat żadnej z tych ról.

Jestem więc Aurelią. Kobietą w Drodze. Optymistką. Kimś, kto wciąż bardzo wierzy w człowieka.

Jestem szczęśliwa, bo szczęście dla mnie jest sposobem patrzenia na świat.

Jakie do tej pory miałaś pomysły na życie?

Będąc młodą osobą, startując w dorosłość, miałam sporo pomysłów na życie.

Na przykład taki, żeby być bardzo odpowiedzialną i niezastąpioną. Żeby zawsze dawać radę i dawać z siebie 100 procent we wszystkim, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. I żeby starać się żyć tak, aby nikogo nie zawieść.

Żeby być niezależną, zbudować poważny biznes, w którym każdy będzie dobrze traktowany, uczciwy i będzie czuł się jego częścią.

Brzmi całkiem dobrze, prawda?

Dlaczego więc to podejście jest błędne?

Problem w tym, że można zbudować sobie z tych wszystkich „dobrych” rzeczy dość męczącą codzienność.

Mieć poczucie, że uczestniczymy w jakimś konkursie, wyścigu… w którym do mety daleko, a kolejne kilometry wciąż pokonuje się niewystarczająco dobrze i szybko.

Poważny biznes zbudowałam. Trwałam w nim blisko 25 lat, a po drodze przyszło mi zweryfikować niemal wszystkie moje założenia.

Wiele się zmieniło, ale mimo upływu czasu jedno pozostało niezmienne. Wiara w to, że zawsze, we wszystkim, co robimy, najważniejszy jest człowiek. Że biznes to człowiek, po obu stronach i na równych prawach.

Nie uważam, że ten etap życia, czy pomysł na życie był gorszy od tego, który przyświeca mi obecnie.

Był po prostu inny i jednocześnie niezbędny, by dziś być w tym miejscu, w którym jestem, by móc myśleć tak, jak myślę i żyć tak, jak żyję.

Wiem, że nie da się być zawsze i wszędzie na 100 procent. Że nie wszystko trzeba maksymalizować.

Nie każdą możliwość trzeba wykorzystać. Nie każdy pomysł trzeba realizować. Nie każdą rzecz trzeba doprowadzić do końca tylko dlatego, że kiedyś powiedzieliśmy „tak”.

Jeśli nie da się tak żyć, to jakie widzisz rozwiązanie?

Mam ogromną pokorę wobec życia i świadomość tego, jak wielkim przywilejem jest mieć wybór.

Między innymi dlatego każdego dnia starannie wybieram to, co składa się na moje życie i na mój obecny biznes.

Eliminuję to, co nie jest spójne z wizją, która mi towarzyszy. Bazując na doświadczeniu i drodze, którą przeszłam, a także na naturalnych predyspozycjach do tego, by wiele rzeczy widzieć inaczej i głębiej, towarzyszę innym przedsiębiorcom w ich codzienności.

Pokazując, że to Oni są najważniejszym aktywem i zasobem własnego życia i własnego biznesu.

Pokazując, że przełamując stereotypy i wychodząc poza „normy”, które ograniczają zamiast dawać swobodę, można kreować biznes, który jest częścią życia, a nie jego ceną.

Że kluczem jest to, co już mamy, a nie to, czego nam brakuje. I że aktem największej odwagi wciąż pozostaje samodzielne myślenie.

Obecny model biznesu naturalnie wtapia się w styl mojego życia, co jest gwarancją na długofalowe działanie, dające ogromną frajdę i satysfakcję.

Bo ta radość z tworzenia jest dla mnie bardzo ważna.

Jest jednym z tych elementów, które sprawiają, że kładę się każdego dnia spać, nie mogąc doczekać się jutra.

Chyba każdy z nas zna ten stan, kiedy na myśl o czekającej wycieczce szkolnej, nie mogliśmy się doczekać następnego dnia, prawda?

Wierzę, że tak właśnie ma wyglądać życie.

I wiem, że jeśli nie zaangażujemy się w tworzenie życia, jakiego pragniemy, kiedyś będziemy musieli spędzić dużo czasu na radzeniu sobie z życiem, którego nie chcemy.

Dlaczego dzięki Tobie świat staje się lepszy?

Myślę, że świat staje się lepszy oddolnie.

Że na tę poprawę świata składają się naprawdę drobne rzeczy. I że każda z tych rzeczy zaczyna się od nas samych.

Bo bez względu na to, w jakim świecie żyjemy, najważniejsze jest to, jaki świat żyje w nas.

Spotykając ludzi, rozmawiając z nimi, pracując z nimi, wpływam w pewnym stopniu na to, jak widzą swój świat. Jaki chcą tworzyć. Z jakiego miejsca kreować. I te zmiany potrafią zataczać naprawdę szerokie kręgi.

Czasem wystarczy jedno dobre pytanie. Czasem rozmowa, po której ktoś zaczyna patrzeć na swoją sytuację zupełnie inaczej.

Mój wrodzony optymizm i umiejętność widzenia jasnej strony każdej sytuacji się udziela. Naprawdę się udziela.

Bardzo lubię te momenty, kiedy człowiek przestaje szukać odpowiedzi na pytanie „co powinnam, co powinienem” i zaczyna pytać „czego ja tak naprawdę chcę”? I co stoi na przeszkodzie, bym zaczęła/zaczął to robić?

Jeżeli dzięki rozmowie, tekście, wiadomości ktoś podejmuje jedną bardziej „swoją” decyzję, rezygnuje z jednej rzeczy, która nie jest jego, albo odważa się zrobić coś, co od dawna czuje, dla mnie jest powodem, by wierzyć, że właśnie zmienia się czyjś świat.



Twój LinkedIn to porażka?

Zacznij od ulepszenia jednego posta.

Za darmo!

Zobacz darmową próbkę moich warsztatów i odbierz cenny prezent:



Gdybyś straciła wszystko i musiała zbudować siebie od zera, jaka byłaby Twoja pierwsza decyzja?

Przede wszystkim nie uznałabym, że zaczynam od zera. Chyba, że straciłabym pamięć…

Według mnie nikt z nas nie zaczyna od zera. Bo przecież nie da się wymazać własnej drogi. Wszystko, przez co przeszłam, jest moim zasobem.

Także to, co było trudne. Również błędy, straty i decyzje, których dzisiaj być może nie podjęłabym ponownie i z których nie jestem dumna. To jest bogactwo, którego nie da się porównać z niczym innym.

A moja pierwsza decyzja? Najpierw sprawdziłabym, co z tego, co miałam (w sensie materialnym), naprawdę chcę mieć znowu.

Bo dzisiaj wiem, że bardzo łatwo pomylić przywiązanie do tego, co zbudowaliśmy, z przekonaniem, że nadal tego potrzebujemy.

Jestem pewna, że dużo ważniejsze od tego, co mamy i co robimy, jest to, kim jesteśmy, gdy to robimy. A tego nie da się stracić.

Jak wygląda Twoja praca? Na czym polega? Wyobraź sobie, że to film albo serial, a Ty jesteś główną bohaterką. Do którego filmu byłoby Ci najbliżej?

Moja praca jest konsekwencją tego, jak patrzę na świat.
Mam nieodpartą potrzebę zaglądania trochę głębiej.

Kiedy coś widzę, rzadko przyjmuję to takim, jakie jest na pierwszy rzut oka. Zastanawiam się, co jest pod spodem. Co z czego wynika. Co zostało przyjęte jako oczywiste, choć wcale takie być nie musi.

Lubię brać rzeczy pod lupę. Podważać założenia. Zadawać pytania, których czasem nikt wcześniej nie zadał.

I dlatego moja praca zaczyna się od rozmowy. Od zadawania takich pytań, po których nie da się już wrócić do starego sposobu myślenia.

Pracuję z kobietami, przedsiębiorcami, ludźmi, którzy są często w takim momencie, w którym „niby wszystko jest w porządku”, tylko wypowiadają to trochę przez zęby.

Rozmawiamy o życiu, biznesie, relacjach, decyzjach, wartościach. O tym, co naprawdę jest ich, a co zostało przejęte od świata.

Ktoś przychodzi i mówi: „Mam problem z biznesem”.
A ja zaczynam się zastanawiać, czy na pewno chodzi o biznes.

Ktoś mówi: „Potrzebuję więcej klientów”.
Pytam: „A po co?”

Ktoś mówi: „Chcę rozwijać firmę”.
Pytam: „A jak ma wyglądać wtedy Twoje życie?”

Bo można bardzo dobrze rozwiązywać problemy, które wcale nie są naszymi problemami. Można też niezwykle skutecznie osiągać cele, których wcale się nie chce.

Mogłabyś rozwinąć ten przykład?

Ona mówi: „Potrzebuję więcej klientów”.

Pytam: „A po co?”

„Bo chcę więcej zarabiać”.

Zaczynamy więc przyglądać się jej biznesowi. Obecnym klientom. Temu, co już dla nich robi. Temu, czego od niej potrzebują.

I często okazuje się, że oni wcale nie potrzebują od niej tylko tego, co już kupili. Potrzebują kolejnych rzeczy. Na różnych etapach.

Chcą zostać z nią dłużej. Chcą korzystać z jej wiedzy w inny sposób. Tylko ona do tej pory patrzyła przede wszystkim na to, kogo jeszcze mogłaby pozyskać, zamiast zobaczyć, co jeszcze może dać tym, którzy już są.

Przecież oni już jej zaufali. Już się pokazali. Już coś od niej kupili. Już weszli do jej świata. 

I wychodzi na to, że nie potrzebowała nowych klientów, ale w pierwszej kolejności potrzebowała lepiej zaopiekować się tymi, których już ma i głębiej odpowiedzieć na ich potrzeby.

To jest dla mnie bardzo charakterystyczne w pracy z biznesem. Zanim zaczniemy szukać czegoś nowego, warto naprawdę dobrze zobaczyć to, co już mamy. Skupić się na zasobach, nie na brakach. 

Bo najczęściej rozwiązanie nie leży na zewnątrz. Jest dokładnie przed nami, tylko wcześniej nie patrzyliśmy w jego stronę.

Lubię więc sprawdzać, co znajduje się pod powierzchnią. Co jest pod decyzją, pod potrzebą, pod ambicją, pod przekonaniem.

Co jest naprawdę nasze, a co zostało nam po drodze podpowiedziane przez rodzinę, otoczenie, rynek, kulturę czy ludzi, których spotkaliśmy.

Często widzę coś, czego człowiek sam w sobie jeszcze nie dostrzega. Ale nie dlatego, że wiem o nim więcej niż on sam.
Raczej dlatego, że stoję obok i mogę zobaczyć szerszy kadr.

I bardzo wierzę w sprawczość ludzi, z którymi pracuję. Nie jestem od tego, żeby podejmować za nich decyzje, mówić im, jak mają żyć czy prowadzić biznes.

Jestem od tego, żeby pomóc im zobaczyć więcej i wcześniej.
Reszta należy do nich. I zależy od nich.

Dlatego tak bardzo cenię wolność i elastyczność, również w sposobie współpracy. Dużą część mojej pracy prowadzę asynchronicznie.

Nie wierzę, że wartościowa rozmowa musi wydarzyć się o 10:00 we wtorek przed ekranem komputera.

Czasem najlepsza myśl przychodzi człowiekowi trzy godziny później. Albo następnego dnia pod prysznicem. Lubię zostawiać na nią miejsce.

To zresztą jest spójne z tym, jak sama żyję.

A kogo najbardziej chcesz zapraszać do swojego świata?

Ludzi, którzy czują podobnie.

Cenią odpowiedzialność, samodzielne myślenie, wolność i chcą budować biznes, który jest częścią ich życia, a nie jego ceną.

A gdybym miała wybrać film, powiedziałabym: „Matrix”. Trochę przewrotnie. Wiem.

Ale to dlatego, że często przyglądamy się razem temu, co ktoś uznał za rzeczywistość, choć być może jest to tylko sposób, w jaki nauczył się na nią patrzeć. Wiesz, padają zdania typu:

„Tak trzeba”. „Tak się robi”. „Tak wygląda sukces”. „Tak powinien wyglądać biznes”.

Biorę te zdania pod lupę i pytam: „A dlaczego? Skąd to wiesz? Kiedy w to uwierzyłaś?”

Bo czasem wystarczy zmienić jedno założenie, żeby całe życie albo cały biznes zaczął wyglądać inaczej. I ten moment lubię najbardziej. Kiedy po drugiej stronie zapada cisza, a potem słyszę:

„Kurczę. Nigdy tak na to nie patrzyłam.”

Wtedy wiem, że zobaczyłyśmy coś, czego wcześniej nie było widać.

Najlepszy pomysł, jaki wdrożyłaś w swojej karierze zawodowej to…

Zbudowanie biznesu tak, żeby pasował do mojego życia, a nie odwrotnie i oparcie go na zasobach niematerialnych.

To nie wydarzyło się oczywiście jednego dnia.

Przez lata żyłam w biznesowej bańce, która wyrosła na przekonaniu, że skoro biznes jest ważny, to trzeba mu dawać wszystkiego dużo. Czasu, energii, uwagi.

Że rozwój oznacza dokładanie kolejnych rzeczy, a sukces mierzy się skalą, wynikami i tym, ile jeszcze można z siebie dać.

Prowadzenie firmy transportowej wymagało ogromu odpowiedzialności, czujności, koncentracji, ale też nakładów czasowych, finansowych i energetycznych. Zamknięcie tego rozdziału wymagało odwagi i ogromnego zaufania.

Dzisiaj patrzę na biznes zupełnie inaczej. Najlepszym pomysłem okazało się więc zadanie sobie pytania:

„Jaki ma wyglądać mój biznes, jeśli przede wszystkim chcę wieść życie, które uwielbiam i na które mam czas?”

I zbudowanie go wokół odpowiedzi.

Możesz podać przykład?

Przychodzi do mnie kobieta, która od kilku lat prowadzi swój biznes. I mówi:

„Mam wrażenie, że stoję w miejscu”.

Pytam: „A w porównaniu z kim?”

„No… jak patrzę na to wszystko, co się wokół mnie dzieje, to wszyscy się rozwijają. Ktoś zatrudnia kolejne osoby. Ktoś ma większy zespół. Ktoś wypuszcza nowe produkty. Ktoś otwiera kolejną firmę. Wszyscy gdzieś idą, a ja stoję”.

I wtedy pytam: „A w jakim właściwie kierunku Ty chcesz iść?”

I kiedy rozmawiamy, okazuje się, że ona tak naprawdę nie chce zatrudniać kolejnych osób. Nie chce mieć większego zespołu. Nie marzy o dziesięciu produktach zamiast trzech.

Chce czegoś zupełnie innego.

Chce tworzyć biznes esencjonalny. Klarowny. Skoncentrowany na tym, co naprawdę ważne. Taki, w którym zostaje dokładnie to, co jest potrzebne jej i jej klientom.

Chce móc wybierać, z kim pracuje. Podnosić ceny bez poczucia, że musi się z tego tłumaczyć. Być bliżej swoich klientów i mieć przestrzeń na to, co naprawdę lubi robić.

I przede wszystkim chce mieć wolność. Tylko potrzebuje sobie na to pozwolić.

Bo ona już zna ten drugi scenariusz. Zapełniony kalendarz. Pełny grafik. Zimną kawę stojącą od dwóch godzin na biurku. Garsonkę, siedzenie przy komputerze i spięcie w całym ciele, bo za chwilę kolejny klient, kolejny telefon, kolejna rzecz do zrobienia.

Ona już to zna. I w głębi serca nie chce do tego wracać.

I wtedy staje się jasne, że to, co wcześniej nazywała „staniem w miejscu”, jest po prostu jej tempem. A jej tempo wcale nie musi być takie samo jak tempo innych.

Ona nie chce budować imperium, tylko tworzyć swój świat.

Biznes skoncentrowany na tym, co naprawdę ważne. Taki, który daje jej pieniądze, satysfakcję, bliskość z klientami i przestrzeń do życia.

I co wtedy mówisz?

„A teraz zamknij Instagram. Bo w pewnym momencie media społecznościowe przestają być inspiracją, a zaczynają być źródłem porównywania. Wyloguj się. Przestań patrzeć, jak robią inni. I zobacz, czego Ty naprawdę chcesz. Bo kiedy przestajemy patrzeć na innych, nagle możemy zobaczyć swój biznes takim, jakiego naprawdę chcemy. I dać sobie prawo, żeby zrobić go po swojemu”.

Pomocne okazuje się ponowne wyznaczenie swoich kluczowych wartości, przyjrzenie się najważniejszym obszarom życia i ułożenie pozostałych elementów tak, by pasowały.

Bardzo cenię wolność i elastyczność. Dlatego, tak jak wspomniałam, pracuję również asynchronicznie.

Wierzę w sprawczość ludzi, z którymi pracuję i wiem, że wyniki współpracy nie są zależne od dostępności, ale w dużej mierze od obecności i otwartości obu stron.

Zresztą, nie chcę tworzyć biznesu, który potrzebuje mnie przez 24 godziny na dobę, żeby działać. Takiego biznesu nie chcą też osoby, które do mnie przychodzą.

Wybieram taki, który daje mi przestrzeń do życia, i ludziom, z którymi pracuję, również.

Paradoksalnie dopiero kiedy przestałam myśleć o biznesie jako o czymś, co trzeba nieustannie powiększać, zaczęłam naprawdę doceniać jego możliwości.

Bo biznes naprawdę może być bardzo dobrą częścią życia. I tak, to jest najlepszy pomysł, jaki do tej pory wdrożyłam.

Zaraz po pomyśle, by nigdy nie pracować systemowo. Na etacie. W jakichś sztywnych ramach.

Tylko żeby działać na własny rachunek. A oficjalnie zaczęłam to robić stosunkowo wcześnie, bo miałam zaledwie 19 lat.

Jakiego pomysłu nie pozwolono Ci wdrożyć?

Nie pamiętam pomysłu, którego ktoś konkretnie nie pozwolił mi wdrożyć. Chyba że te, które po prostu chciałam wdrożyć wcześniej, bo czułam, że tak będzie dobrze. Ale „rozsądek” mówił co innego.

W pracy nie zawsze od razu ufałam intuicji i przeczuciu. Sprawdzałam samą siebie.

Dzisiaj myślę, że wiele dobrych pomysłów nie przepada dlatego, że są złe. Czasem po prostu pojawiają się wcześniej, niż jesteśmy gotowi za nimi pójść.

Bo wiesz, dobry pomysł często wymaga nie tylko odwagi do jego realizacji, ale też odwagi do wyjścia poza to, co znane i akceptowane.

Dlatego nie żałuję dziś szczególnie żadnego pomysłu, którego nie zrealizowałam. Bardziej pilnuję, żeby dzisiejszej Aurelii nie zatrzymywała już Aurelia sprzed lat. Ta, która chciała być odpowiedzialna, niezastąpiona, zawsze przygotowana i zawsze dawać z siebie 100 procent.

Dzisiaj pozwalam sobie realizować pomysły, które kiedyś uznałabym za zbyt odważne, zbyt inne albo zbyt mało zdroworozsądkowe. Większość z nich ma na pozór niewiele wspólnego z logiką. Ale ich efekty sprawiają, że logika zbiera szczękę z podłogi 😉

Coraz bardziej wierzę, że czasem najlepszym pomysłem jest zakwestionowanie samego założenia, że istnieje na coś jeden właściwy sposób.

Nie wspomniałam wcześniej o tym, że całe moje zawodowe życie pracuję z mężem. Więc większość pomysłów rozpatrywaliśmy wspólnie. I nie zawsze moja intuicja była tak oczywistym filtrem również dla niego.

Dziś jest inaczej. Oboje z niej korzystamy, zresztą z powodzeniem.

Wyobraź sobie, że cofasz się do 1989 roku. Każdy pomysł na biznes ma szansę wypalić. Co robisz? Na co stawiasz?

Znów na człowieka. Tylko nie mów, że Cię zaskoczyłam 😉

Postawiłabym na biznes wspierający mentalność przedsiębiorcy.

Bo w 1989 roku ludzie dostali coś niezwykle ważnego, możliwość decydowania o tym, co chcą robić, jak chcą pracować i jak chcą budować swoje życie. Tylko że sama możliwość nie wystarcza. Trzeba jeszcze wiedzieć, co z tą wolnością zrobić.

Nie budowałabym więc biznesu opartego na konkretnym produkcie czy usłudze. Zbudowałabym biznes wokół ludzi, którzy właśnie zaczynają swoją przygodę z przedsiębiorczością.

Pomagałabym im zobaczyć w sobie przedsiębiorcę.

Nie tylko nauczyć się, jak założyć firmę, zdobyć klienta czy policzyć pieniądze, ale przede wszystkim nauczyć się samodzielnie myśleć, podejmować decyzje, brać odpowiedzialność i korzystać z możliwości, które właśnie się pojawiły.

Bo wiem, że biznes można zbudować na bardzo wielu rzeczach. Ale najważniejszym jego zasobem od zawsze jest człowiek.

Gdybym więc miała dziś wejść w 1989 rok z wiedzą, którą mam teraz, postawiłabym właśnie na człowieka, który chce wziąć swoje życie i pracę w swoje ręce.

Na jego sprawczość. Samodzielne myślenie. I wolność.

Bo to są rzeczy, które niezależnie od tego, czy mamy 1989, 2005 czy 2026 rok, nigdy się nie dezaktualizują.

Pytanie o markę osobistą: jakie jedno słowo przychodzi ludziom do głowy, kiedy słyszą Twoje nazwisko?

Jedno, mówisz? A mogą być dwa? Bo w tle wszystkich moich działań, rozmów, publikacji wybrzmiewa: „Najpierw Ty”.

„Najpierw Ty” oznacza dla mnie, że jesteś trzonem swojego życia. Ale też swojego biznesu.

Zaczyna się od pytania: co myślisz, co czujesz, czego chcesz, czego nie chcesz i jak to wszystko przekłada się na życie, które widzisz, w którym uczestniczysz i które tworzysz.

I nie ma nic wspólnego z egoizmem. Wręcz przeciwnie. „Najpierw Ty” oznacza przede wszystkim odpowiedzialność. Za swoje decyzje. Za swój biznes. Za swoje życie.

To również koniec takiego sposobu myślenia, w którym za to, jak wygląda nasze życie, zawsze odpowiada ktoś inny. Partner. Rodzice. Szef. Klienci. Rynek. Okoliczności.

Oczywiście, nie na wszystko mamy wpływ. Ale mamy wpływ na to, co z tym zrobimy. I na tym warto się koncentrować.

I właśnie do tego najbardziej chcę ludzi zapraszać: żeby przestali szukać odpowiedzi wyłącznie na zewnątrz i zaczęli sprawdzać, co jest po ich stronie.

Bo kiedy naprawdę uznajemy siebie za punkt wyjścia własnego życia, odzyskujemy coś bardzo ważnego. Sprawczość. A ona jest kluczem do wielu drzwi.

Wyobraź sobie, że dostajesz pełnię władzy w Polsce. Możesz zmienić, poprawić, usunąć, uzdrowić tylko jedną rzecz. Coś, co pociągnie za sobą resztę. Na co masz lepszy pomysł?

Na edukację. Szeroko pojętą edukację.

Nie zaczęłabym od programu nauczania, podstawy programowej czy kolejnej reformy systemu, tylko od tego, w jaki sposób patrzymy na dziecko.

Bo my, dorośli, bardzo dużo energii wkładamy w to, żeby dzieciom powiedzieć, co robią źle, czego jeszcze nie potrafią, co powinny poprawić, nad czym muszą popracować i do jakiego poziomu powinny dorównać.

A zdecydowanie za mało czasu poświęcamy na zobaczenie tego, co już w nich jest.

Co konkretnie masz na myśli?

Chciałabym, żebyśmy dużo wcześniej uczyli dzieci tego, że ludzie są różni. Że różny nie znaczy gorszy. Że można inaczej myśleć, inaczej wyglądać, inaczej się uczyć, mieć inne tempo, inne talenty, inne potrzeby i nadal być bardzo wartościowym człowiekiem.

Chciałabym, żeby szkoła przestała przede wszystkim próbować dopasować dziecko do systemu, a zaczęła pomagać dziecku lepiej poznać siebie. Żeby zadawała pytania: 

Co Cię interesuje?

W czym jesteś dobry?

Co Cię ciekawi?

Jak myślisz?

Czego potrzebujesz?

Co czujesz? 

Co możesz dać światu?

I chyba najważniejsze: kim jesteś, zanim ktokolwiek zacznie Ci mówić, kim powinnaś/powinieneś być?

To jest zresztą jeden z powodów, dla których moje dzieci korzystają z edukacji domowej.

Wybraliśmy dla nich rozwiązanie, które daje im więcej przestrzeni na własne tempo, zainteresowania i odpowiedzialność za swoją edukację. I nie chodzi mi o to, że każde dziecko powinno uczyć się w domu.

Chodzi mi o coś znacznie ważniejszego: żebyśmy przestali uważać, że istnieje jeden właściwy sposób uczenia się i jeden właściwy sposób bycia człowiekiem.

Dlaczego tak uważasz?

Bo dzieci są przyszłością.

To one za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat będą tworzyły ten świat, budowały firmy, rodziny, społeczności i kolejne pokolenia.

Jeżeli odpowiedzialni i mądrzy dorośli zamiast nieustannie próbować zrobić z nich kogoś, kto nam się podoba, potrafiliby je naprawdę zobaczyć, towarzyszyć im i dać im przestrzeń do poznania siebie, mielibyśmy szansę wypuścić w świat ludzi mądrych, pewnych siebie, znających swoją wartość, samodzielnych i odpowiedzialnych.

I myślę, że właśnie tego jako ludzkość najbardziej potrzebujemy: nie kolejnego pokolenia ludzi, którzy świetnie wiedzą, jak spełniać oczekiwania, tylko ludzi, którzy potrafią samodzielnie myśleć, podejmować odważne i świadome decyzje i brać odpowiedzialność za swoje życie.

I nie byłabym sobą, gdybym nie dostrzegała tego, że już w jakimś stopniu jesteśmy częścią tej zmiany. Że ona się już dzieje.

I jestem z tego powodu bardzo dumna.

Linkedinowy profil Aurelii Wieczorek znajdziesz TUTAJ



Twój LinkedIn to porażka?

Zacznij od ulepszenia jednego posta.

Za darmo!

Zobacz darmową próbkę moich warsztatów i odbierz cenny prezent:

Opublikowano
Umieszczono w kategoriach: Wywiady